sobota, 9 stycznia 2016

[006] Pisze Loki

  Budzi mnie ból ręki, który okazuje się wynikiem odrętwienia. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej i rozmasowuję obolałe miejsce, rozglądając się dookoła. Zdaję sobie sprawę, że znowu zasnąłem podczas czytania. To już któryś raz w tym miesiącu.
Wstaję i przeciągam się, podchodząc do umywalki, nad którą przymocowane jest niewielkie lustro tak, żeby nie można było go naruszyć. Chociaż jakby się człowiek postarał... 
Oczy mam podkrążone, ale przynajmniej włosy są dobrze ułożone. To jednak nie przeszkadza mi w uwolnieniu ich z kucyka i ponownym przeczesaniu. Po chwili znowu uwięzione są w końskim ogonie, a jedynie Klemens – niesforny kosmyk jasnobrązowych loków – opada mi na oko. On zawsze odstaje od reszty.
Mam zamiar zmienić spodnie i ponownie choć jeszcze na chwilę położyć się spać, jednak odgłos czyichś kroków odbijających się echem po teraz pustym korytarzu, skutecznie odsuwa ode mnie tę myśl. Kierowany czystą ciekawością, opieram się o okratowane drzwi i wyglądam na zewnątrz. Na korytarzu pali się tylko kilka świateł, ale i tak rozpoznaję Roberta Browna. Uśmiecha się na mój widok, a ja jedynie odgarniam Klemensa za ucho.
Dobrze, że już nie śpisz. – Rzuca stając naprzeciwko mnie i rozglądając się dookoła.
Mnie też miło pana widzieć, panie Brown. – Mruczę z ironią, na co on jeszcze szerzej unosi kąciki ust.
Tak naprawdę wcale nie musi mi mówić, po co przychodzi po mnie o tak nieludzkiej porze. Sam doskonale wiem.
Powiedz mi tylko, że Cameron nie pakuje się znowu w kłopoty. – Prosi, czekając aż założę koszulkę. 
Prycham, uśmiechając się pod nosem.
Skłamałbym. Ja wiem, że wy macie ten swój sojusz, ale chyba znasz go na tyle, żeby wiedzieć, że Cameron nie da rady usiąść na tyłku i czekać, aż Farell przydzieli mu kolejną sprawę. Poza tym on zbyt długo żył w tym przestępczym środowisku, żeby teraz odpuścić na pstryknięcie palcem. – Szepczę jak najciszej, kiedy Brown otwiera drzwi.
Staję twarzą do ściany i pozwalam, żeby mężczyzna mnie przeszukał, a zaraz później kajdankami spiął ręce za plecami, co w sumie jest tylko sprawą formalną. Obaj doskonale wiemy, że ja nie mam zamiaru robić sobie ani nikomu innemu jakichkolwiek problemów.
Ale powiedz chociaż, że masz to, o co cię prosił, Sherlocku Holmesie.
Holmes był detektywem. Ja jestem tylko podrzędnym informatorem. – Wzruszam ramionami.
Nie takim podrzędnym, skoro Parker zwraca się do ciebie z każdą ważniejszą sprawą. – Odzywa się z powagą blondyn.
Przystaję i to nie tylko dlatego, że przed nami stoi kolejny strażnik, który musi otworzyć drzwi, żebyśmy mogli przejść dalej. 
Masz rację! – Przyznaję, jak olśniony. – Ja jestem niezastąpiony! – Stwierdzam, czym z niewiadomych względów rozbawiam eskortującego mnie mężczyznę.
Kolejnymi drzwiami wydostajemy się z oddziału i za pomocą karty magnetycznej Roberta wchodzimy do części przeznaczonej tylko i wyłącznie dla personelu więzienia, gdzie ja nie powinienem w ogóle mieć wstępu, ale jednak mam, co się wiąże z dłuższą historią. Potem plątaniną korytarzy docieramy do małego pomieszczenia ze starą, wysłużoną kanapą, niewielkim telewizorem i aneksem kuchennym. Przy tym ostatnim krząta się akurat Cameron, najwyraźniej już robiąc nam kawę.
Chyba pamiętasz, że odstawiam cukier, prawda? – Pytam, rozmasowując sobie nadgarstki, kiedy Robert uwalnia mnie już od tego metalowego cholerstwa.
Cameron nie odzywa się, tylko stawia kubki na niewielkim stoliku i cmoka w moją stronę. Przejeżdżam językiem po górnej wardze i biorę naczynie z kawą. Jest okropna i z tęsknotą wpatruję się w cukier, ale nie sięgam po niego. Męczę się z tym gorzkim smakiem.
Dowiedziałeś się czegoś? – Przechodzi od razu do sedna sprawy, czym niezwykle mnie irytuje.
Przyszedłeś tu tylko po to? – Prycham.
Wzdycha głośno i wywraca oczami, odstawiając kawę na stolik. Ja natomiast wpatruję się w niego oczekując wyjaśnień a w międzyczasie chowam Klemensa z powrotem za ucho, bo jak zwykle nie potrafi tam usiedzieć.
Wiesz, że nie. Po prostu ta sprawa jest naprawdę pilna.
Myślałem, że każda sprawa, z którą się do mnie zgłaszasz, jest pilna. – Stwierdzam rozglądając się dookoła.
Parker patrzy najpierw na mnie, a później na Roberta i znowu wzdycha. Nie wiem, ile spał, ale nie wygląda na wypoczętego. Wręcz przeciwnie, jest zmęczony i wyraźnie poddenerwowany.
Bo jest, do cholery, ale tu może chodzić o Isobell.
Ciekawość mnie zżera, żeby go wypytać o najdrobniejsze szczegóły, ale tego nie robię. Głównie dlatego, że z zasady nie interesuję się ludźmi, których mam dla niego znaleźć. Kieruję się złotą zasadą Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz bo gdybym tak nie robił, to już dawno musiałbym się leczyć. Niejednokrotnie przekazuję Cameronowi informacje o ludziach, którzy na pozór wiodą normalne życie. Dla kogoś są ojcami czy mężami i nie chcę wiedzieć, czy Cameron ma zamiar z nimi porozmawiać, prowadzić jakieś interesy, czy z jakichś względów się pozbyć. Chyba bym nie wytrzymał wiedząc, że to dzięki mnie wie o nich tak dużo i poniekąd przyczyniam się do ich śmierci. Dlatego swoje pytania zatrzymuję dla siebie, w przeciwieństwie do Browna.
Ale wszystko w porządku, tak? Nic jej nie jest? – Dopytuje się z widocznym niepokojem.
Kieran ma mieć na nią oko. Ale sami wiecie, jak to z nią jest. – Skarży się.
Tak samo, jak z tobą. – Odpowiadamy z Brownem jednocześnie, na co on prycha w charakterystyczny dla siebie sposób i kręci głową.
Co wy się tak ostatnio wszyscy mnie uczepiliście? Ja jestem jak aniołek, no tylko spójrzcie! – Wskazuje na siebie z niewinnym uśmieszkiem. Żaden z nas tego nie komentuje, bo do Camerona to i tak by nie dotarło. – To jak? – Pyta wlepiając we mnie te swoje wielkie, brązowe oczy.
Tym razem to ja wzdycham, próbując sobie wszystko przypomnieć. W końcu w takich przypadkach każdy szkopuł jest ważny. Spoglądam na chłopków i zapatrując się w parującą kawę rozpoczynam swoją przemowę:
Biała Dama, czyli w rzeczywistości Andrea Holland, przez siedem lat pracowała jako agentka służb specjalnych. Podobno od zawsze była specyficzną osobą, nieco oderwaną od rzeczywistości co wcale nie znaczy, że nie skuteczną w swojej pracy. Żyła w trójkącie z dwoma mężczyznami i z jednym z nich zaszła w ciążę. Odeszła z pracy żeby poświęcić się macierzyństwu, ale jej dziecko zmarło kilka dni po urodzeniu i Andrea popadła w depresję. Ubzdurała sobie, że to ojciec winien jest śmierci noworodka i próbowała go zabić, z marnym skutkiem. Siedziała za to osiem lat a po wyjściu zamieszkała w maleńkim pałacyku rodem z Disneylandu i mieszka tam teraz z kilkoma swoimi kochankami. Policja od dawna na nią poluje, bo kobieta zamieszana jest w sporo zaginięć, ale nie ma na nią niezbitych dowodów. Podobno jest niezrównoważona psychicznie. – Dodaję na sam koniec, jak taką wisienkę na torcie.
Chłopaki w osłupieniu gapią się na mnie, a ja tylko przez chwilę głowię się, dlaczego. Pierwszy jednak otrząsa się Robert i kreci głową.
Nie rozumiem, jak mogłeś się tego wszystkiego dowiedzieć w niecałą dobę, gdzie prawie cały czas siedziałeś w swojej celi. – Mówi, co ja przyjmuję jako komplement i teatralnie trzepoczę rzęsami niczym nastolatka. – Chyba naprawdę powinniśmy popracować nad zabezpieczeniami.
Mam to potraktować jak wyzwanie? – Nie kryję rozbawienia.
Może i przez moją obecną sytuację jestem trochę odsunięty od niektórych spraw, ale to nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu pracuję dla Xandera. I moim obowiązkiem jest wykonywać swoją robotę dobrze. Nawet tutaj.
Masz jej adres? – Odzywa się Cami, jakby wyrwany z transu. Kiwam głową i przełykam ślinę.
Nie łatwo będzie się tam dostać. Mówiłem, że to mały pałacyk. Jeśli chcesz wejść tam niepostrzeżenie...
Wręcz przeciwnie. Zrobię jej wjazd na chatę. – Warczy ze złowieszczym uśmiechem.
Patrzę na niego z niepokojem, a później wymieniam spojrzenia z Robertem. Każdy z nas doskonale wie, że Cameron nie pojedzie do niej na ciastko przy herbacie. Ale moim obowiązkiem jest mu wszystko powiedzieć, a Rob z czystej troski o niego, nikomu nie piśnie ani słówka.
Mieszka w Santa Monica, gdzieś przy Main Street. Dokładniejszy adres powinieneś znaleźć w jej aktach policyjnych.
Rozlega się długa cisza. Cami upija łyk kawy i patrzy przed siebie z jakimś dziwnym uśmiechem, a Robert wygląda, jakby zjadł coś nieświeżego. W sumie wcale nie dziwię się blondynowi. Rozumiem, że Andrea może stwarzać niebezpieczeństwo i pewnie po tych wszystkich latach jakie przepracowałem z chłopakami powinienem przywyknąć do sposobu, w jaki radzą sobie z problemami, jednak chyba krzywdzenie ludzi nigdy nie stanie się mi obojętne. Nic dziwnego. Całe życie pragnąłem pomagać, a nie krzywdzić. I gdzie mnie to doprowadziło?
Znowu spoglądam na Parkera. Nie trudno się domyślić, co teraz dzieje się w jego głowie.
Nie lepiej Ci zostawić to policji? Przecież Loki powiedział, że i tak niedługo ją zgarną. – Brown stara się jakoś do niego przemówić.
Nie odzywam się, ale patrzę na Parkera z wiarą, że jeszcze się wycofa. Tracę jednak resztki nadziei, kiedy zaprzecza ruchem głowy i uśmiecha się jakoś dziwnie.
Jeśli polują na nią tak, jak kiedyś na nas, to możemy czekać kolejną dekadę, aż zawrą z nią sojusz. – Patrzę na strażnika, który przymyka oczy i zaciska szczęki, nie reagując na jawną obelgę pod adresem Agencji. – Poza tym nie mogę czekać, aż coś stanie się Isy.
Z tym akurat trudno się nie zgodzić. Na miejscu Cama też pewnie nie czekałbym aż coś stanie się tak ważnej dla mnie osobie. Mimo wszystko jednak wydaje mi się, że mało dyplomatycznym posunięciem jest wjazd do czyjegoś domu z gnatem w ręku. Ale co ja tam mogę wiedzieć?
Drzwi się otwierają i do środka wchodzi naczelnik Nelson. Uśmiecha się i pstryka palcami, najwyraźniej zadowolony, że nas widzi.
Chłopcy! – Zaczyna głośno pięćdziesięciolatek, opierając się o sofę, na której siedzimy z Robertem. – Taką miałem nadzieje, że jeszcze was tutaj zastanę. Jest taka sprawa...
Zawsze, jak ktoś mówi, że jest taka sprawa... To potem muszę wcześnie wstać i pracować. – Przerywa mężczyźnie Cami, zwieszając ramiona.
Witamy w świecie dorosłych, Cameronie. – Mówi szybko pan Nelson. – Nie wiem, czy Michael Cię już powiadomił, ale w piątek przywiozą do nas nowego więźnia z zakładu w Tuscon i musisz pomóc w eskorcie...
Ale to jest pięć godzin jazdy samochodem... – Burczy Cam zrezygnowany, zakładając kaptur od luźniej bluzy, jakby chciał schować się przed światem.
Siedem, mój drogi. Siedem. – Prostuje naczelnik, na co Parker wygląda spod kaptura i uśmiecha się łobuzersko.
Zależy, jak się jedzie. – Szepcze, a oczka mu się świecą, jak dziecku podczas odpakowywania świątecznych prezentów. – Poza tym co mi do tego? Wy się powinniście tym zajmować...
Ale on jest mutantem i dla bezpieczeństwa potrzebujemy pomocy któregoś z was. Poza tym myślałem, że już to wiesz, bo podobno Michael rozmawiał o tym z Xanderem. To jak?
Parker siedzi przez chwilę zapatrzony gdzieś przed siebie, a potem kiwa powoli głową i wzdycha głośno, po raz kolejny tego dnia. On nie jest stworzony do ciężkiej pracy. Aż mi go szkoda, kiedy widzę, jak się męczy.
Jakaś psychopatka postanowiła uwziąć się na mnie i mojej córce. Ponadto mam do jutra złożyć raporty z tego wczorajszego zabójstwa, a teraz jeszcze karzecie mi się bujać z jakimś kolesiem. Chyba wrócę do domu i pójdę spać. – Stwierdza posępnie. Patrząc na jego minę zbitego psa nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. – Co się tak szczerzysz? Też mógłbyś zacząć coś robić, zamiast traktować więzienie jak hotel. – Warczy i chyba nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo dotykają mnie jego słowa.
Nie mogę mieć o to do niego pretensji. Cami często najpierw mówi, a dopiero potem myśli. Ale mimo wszystko boli mnie to, z jaką łatwością podchodzi do mojej sprawy. Jakby nie znał prawdy.
Wiesz, że dla mnie to nie jest takie proste... – Decyduję się w końcu powiedzieć mając nadzieję, że mój głos brzmi pewniej, niż mi się wydaje. Jak idiota łudzę się, że tym zakończę ten temat.
Pierdolenie. To już chyba z dziesięć lat minie, jak Bloom nie żyje. Więc zamiast wmawiać sobie, że jej śmierć była twoją winą, mógłbyś zacząć coś z życiem robić...
I myślisz, że wyjście stąd załatwiłoby sprawę? – Przerywam mu ostro.
Nie powinienem się unosić, ani w ogóle ciągnąć tego tematu, tylko zagryźć zęby i pozwolić mu się wygadać. Ale nie mogę pojąć, jak on może być wobec tego tak obojętny. Tym bardziej, że sam stracił w życiu kogoś ważnego i powinien wiedzieć, jak to jest.
– Oczywiście, że nie. Lepiej tu siedzieć i się zadręczać, zamiast zacząć być użytecznym. A sam wiesz, że osoba z takimi kontaktami i wykształceniem, przydałaby się nam na zewnątrz.
Tak, masz rację. Ponad dwanaście lat nauki, zarywanie nocy, wyrabianie sobie tytułów tylko po to, żeby później najlepszej przyjaciółce pozwolić umrzeć na stole operacyjnym. Nie ma się czym zadręczać. – Wybucham.
Już nie zwracam uwagi na fakt, że nie jesteśmy sami. Że może przy osobach trzecich nie ładnie jest tak się wydzierać. Tracę cierpliwość, bo Parker zachowuje się tak, jakby w ogóle nie liczył się z tym, co ja mogę poczuć.
Wybuchła bomba. A ty ją ratowałeś, chociaż doskonale wiedziałeś, że przy takich obrażeniach nie było dla niej ratunku. To nie była twoja wi...
Skończ. – Przerywam mu, bo mam go serdecznie dość.
Chowam twarz w dłonie i przez chwilę staram się uspokoić oddech, żeby znowu nie powiedzieć czegoś, czego później mógłbym żałować. Mimo wszystko jednak wspomnienia wracają a mi od razu robi się słabo. Pieprzony Cameron zapewnił mi kolejną bezsenną noc.
Wstaję i chwytając w ręce puste już naczynie po kawie, odstawiam je do zlewu.
– Chodź, odprowadzisz mnie. – Mówię do Roberta, jakby przypominając sobie o jego obecności. Cameron otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale go ubiegam: – Powodzenia z Andreą.
Nie odzywam się do Browna przez całą drogę powrotną i mam wrażenie, że ta cisza obu nam ciąży, ale nie zamierzam jej przerywać. Nawet nie wiem, co miałbym mu powiedzieć. Jakby tego było mało, zaczyna mnie boleć głowa. Mam wrażenie, że ten dzień nie może być gorszy.
Mijamy Elliota, który stoi oparty o drzwi swojej celi i uśmiecha się do mnie, ale odwracam wzrok. Pewnie będzie miał o to do mnie pretensje, ale nawet z nim nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt.
Chcesz pogadać? – Pyta w końcu Robert, ale kręcę przecząco głową.
Chcę umrzeć. – Mruczę, kiedy zamyka za mną drzwi celi. Siadam na podłodze przy ścianie, ale widzę, że strażnik przygląda mi się z niepokojem. – Przepraszam, czarny humor. – Prostuję siląc się na uśmiech.
Zostawia mnie w końcu samego, za co mu w duchu dziękuję.
Może Cameron ma rację. Może powinienem porozmawiać z Nelsonem i postarać się o warunkowe. Właściwie to wystarczyłoby tylko powiedzieć słowo, a on na pewno by na to przystał. Bo w końcu też jestem mutantem, więc sojusz między Agencją a całym gangiem Xandera mnie też dotyczy. A ja i tak nie jednokrotnie im pomogłem i pewnie gdyby mogli mieć mnie na zewnątrz, to ułatwiłoby wiele spraw. Tylko wydaje mi się, że ja wcale tego nie chcę. Bo po prawie dziesięciu latach już zdołałem jakoś sobie to życie tutaj ułożyć. I mimo, że nie jest tym, do czego kiedyś dążyłem, to jakoś sobie radzę. A miałbym wrócić tam, w to samo środowisko, do tego samego domu, w którym razem mieszkaliśmy? I co? I jeszcze bardziej odczuć, że jej nie ma? Że to ja pozwoliłem umrzeć najlepszej przyjaciółce? I kiedy tak zaczynam o tym myśleć, to uświadamiam sobie, że naprawdę powinienem cierpieć. Bo wbrew temu, co Cameron mówi, to była moja wina. I w pełni zasłużyłem sobie na to, żeby teraz zostać sam.
  *  *  * 
Witam z pierwszym rozdziałem w tym roku. Ogólnie to jest chyba najdłuższa przerwa, jaką do tej pory robiłam, ale mam nadzieję, że więcej taka się nie powtórzy. 
Nie mam zielonego pojęcia, jaki gif pasuje do tego rozdziału. Normalnie powinien być na nim Loki, ale nie ma osoby, która wyglądem odpowiadałaby jemu tak, jak ja go sobie wyobrażam.  I w ogóle to coś mi w tym rozdziale nie pasuje, chociaż kilkakrotnie go poprawiałam, ale może to dlatego, że rozdział z perspektywy Lokiego pisałam po raz pierwszy i jeszcze nie potrafię się w niego odpowiednio wczuć. Sama nie wiem. Tak czy owak ta postać była tylko przez moment w pierwszej części, także dla wszystkich będzie obca, ale dość istotna. Ogólnie to więcej na temat jego i  jego historii będzie w siódemce, która pojawi się za dwa tygodnie i która jest dużo dłuższa niż ten rozdział. To chyba tyle. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach, postaram się odpowiedzieć, bo zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy muszą wszystko ogarniać tak od razu, a ja wszystkiego też nie mogę pisać po raz kolejny, bo to by zajęło z piętnaście rozdziałów i połowę bym przy okazji zanudziła.  
Koniec wywodów! Gratuluję tym, którzy dotrwali do końca! 
Do napisania :3 

21 komentarzy:

  1. Według mnie fajnie to wszystko opisałaś. Wiadomo, pisać z perspektywy faceta jest trudno, a zwłaszcza takiego faceta, ale Ty poradziłaś sobie z tym bardzo dobrze :D
    Co do rozdziału - jak zwykle rewelacja. Też uważam, że powinien pogadać o tym zwolnieniu. Ma przecież rację, to jego też dotyczy.
    Ale w jednym się myli, Cameron ma rację. Nikt nie zasługuje, żeby zostać sam, Lokiego się to też dotyczy.
    Komentarz krótki, bo mimo iż sobota, ja tu siedzę nad fizyką, a moje życie chwilowo nie ma sensu.

    Ps zapraszam na nowy rozdział! :* make-me-heart-attack.blogspot.com/

    L x

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejo kochana! :3
    Nie wiem czemu, ale jak u Ciebie przeczytam rozdział, to nigdy nie wiem, co napisać. Może dlatego, że to nie moje klimaty? Oczywiście nie mówię, że historia jest zła, bo naprawdę mi się podoba :*
    Jak dla mnie rozdział napisałaś świetnie, mimo że pisany jest z perspektywy Lokiego :D
    A ja lubię pić gorzką herbatę lub kawę xD
    Przepraszam, że znowu krótko, ale jutro do szkoły, a chcę skończyć nadrabiać zaległości na blogach.
    Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    PS U mnie nn ;)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Już wiem, o czym zapomniałam wspomnieć! :D Zaciekawiła mnie ta cała sytuacja z Andreą (od razu na myśl przyszła mi moja Andrea xD). Mam nadzieję, że coś jeszcze z nią będzie, bo to ciekawy wątek :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Rozdział cudowny! Długi i treściwy <3
      Mówiłam, że kocham Camerona? :P Oh! No i ma rację co do kwestii Lokiego między innymi jego się tyczyło to.
      Jestem ciekawa wątku z Andreą! Jak to nam przedstawisz :)
      Błędów nie dostrzegłam, ale ja ślepa jestem, wiec :D :P
      Czcionka jest mała :( Mogłabyś ją ciut powiększyć? ;) Będę ewdzięczna :*:*:*:*:* WENY SKARBIE <3

      Usuń
  4. Przybędę po kolosie Kicia! Trzym za mnie kciuki :((

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny! Nie mogę się doczekać nastepnego! Zaciekawiłaś mnie tym rozdziałem jeszcze bardziej, wcześniej jakoś nie zwróciłam zbytnio uwagi na Lokiego :)
    Weny weny weny!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu mają więcej informacji na temat Białej Damy. ;) Kobieta faktycznie wydaje się być niebezpieczna, skoro ma już tyle w swojej kartotece. Loki jest niezły, skoro tak szybko zdobył o niej info. Na zewnątrz mógłby być jeszcze skuteczniejszy, więc może jednak powinien o tym pomyśleć. Nie może się przecież wiecznie zadręczać przeszłością. Stało się, przykre, ale on musi nauczyć się dalej żyć, ech, szkoda mi go, bo takie rozpamiętywanie tego musi być naprawdę ciężkie. Hahha, biedny Cameron, nie dość,że jego córka jest zagrożona, on ma tyle spraw na głowie, to jeszcze ten transport więźnia dochodzi. ;d

    OdpowiedzUsuń
  7. A więc twoi bohaterowie mają własne, osobiste biuro informacyjne we więzieniu, tak?

    Kosmyk nazwany Klemens xD haha

    Cam naprawdę jak dzieciak... trochę taki żałosny jest. Te jego zagrywki, chowanie się za kapturem, świecące oczka na wzmiankę o szybkiej jeździe. Przypomina mi trochę mojego Marcina z Otchłani, jeszcze tylko brakuje by zaczął mówić "Cami chce, Camiemu dać" - wtedy byłby wykapany Cinek.

    Ciekawe czego ta baba, ta cała Andrea chce od Is.

    "Chcę umrzeć" - to umieraj, płakał nie będę, bo jeszcze cie nie znam i nie zdążyłem polubić, więc lepiej byś umarł, zanim zacznę cię lubić, bo wtedy mogłoby mi być przykro ;-(

    Pozdrawiam:
    otchlan-szarosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejo.
    Rozdział ci wyszedł, w ogóle nie widać, żeby pisanie z perspektywy chłopaka i to chłopaka takiego jak Loki sprawiało ci jakikolwiek problem.
    Fajnie, że wiemy coś więcej o Białej Damie, ale najbardziej interesuje mnie, po co ona to robi ;)
    Z jednej strony rozumiem Cama - rzeczywiście wiele problemów zwaliło mu się na głowę w jednym czasie, ale jest w końcu dużym facetem. Nie jest nastolatkiem, który dopiero co wyprowadził się od rodziców, ale prawie (czy już? nie pamiętam :P) czterdziestoletnim facetem, który powinien już przyzwyczaić się do dorosłego życia.
    Mniej więcej domyślam się, dlaczego Loki cierpi i siedzi w więzieniu i choć szkoda, że się tak zadręcza, to uważam, że to słodkie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cameron, to mnie chyba nigdy nie zdoła do siebie przekonać, bo osobiście wolę dojrzalszych bohaterów niż nastolatków, a on jest nastolatkiem, tyle tylko że w ciele dorosłego. Jeszcze gdyby był niedojrzałym dorosłym, to okay, ale w nim wcale nie ma dorosłości, jest więc niedojrzałym nastolatkiem, mimo wieku jaki osiągnął.
    Jego brat to z kolei taki trochę nieudacznik. Widać, że zdolny, ale co z tego, jak nie umie się podnieś po stracie bliskiej osoby. Póki co mam za mało informacji, więc jeszcze nie mogę go ocenić czy obwinia się słusznie, czy raczej tak na wyrost. Poczytamy, zobaczymy.
    Do postaci jednak się przyczepie. Piszesz w wielu perspektyw, a te często nie są różne, tylko pokrywają się z sobą. Niby nie zawsze tak jest, ale jednak często i ja nie dostrzegam różnicy między perspektywą Cama a Lokiego. Myślą podobnie, mówią tak samo, na podobne rzeczy zwracają uwagę.
    Chyba najbardziej dotychczas podoba mi się postać Isobel choć pewnie, gdybym taką miała na swoje drodze, to bym się z nią nie zakumplowała, a już z pewnością nie chciałabym mieć takiej pasierbicy, więc poniekąd współczuje Evie.

    Pozdrawiam i czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hey!
    Zawitałam i ja! Wybacz, że po tak długim czasie, ale naprawdę mam go bardzo niewiele i robię, co mogę by chwilę wolnego poświęcić na nadrabianiu zaległości na blogach.
    Hm...nie wiem w zasadzie, co napisać. Wiemy kim jest w końcu ta Biała Dama - psychopatka, która po stracie dziecka zwariowała. Rozumiem, że dla kobiety takie przeżycie to największy koszmar i naprawdę jej współczuje, jednakże nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, jak można obwiniać kogoś (ojca) o śmierć dziecka. A czemuż to on zawinił? Pod warunkiem, dobrze traktował kobietę. tzn. nie bił jej, nie kłócił się z nią o byle głupstwo, itp. No po prostu chodzi mi, że nie było patologii żadnej. Powinna iść do psychologa, psychoterapeuty czy coś... I nie rozumiem jednej kwestii: "Ubzdurała sobie, że to ojciec winien jest śmierci noworodka i próbowała go zabić, z marnym skutkiem. Siedziała za to osiem lat". Skoro próbowała zabić, a nie zabiła to dlaczego poszła do pudła na 8 lat? Chyba, że nieźle uszkodziła ciało faceta albo o mało nie umarł, ale to nie wydaje mi się, aby otrzymała tak wysoką karę, chociaż może się mylę. Nie wiem.
    Zastanawia mnie również... skąd Loki uzyskał takie informacje siedząc w pudle? o.o Ma jakiś tajemny tunel i wychodzi sobie na wolność? Chociaż nie sądzę, skoro wspomniał, że nie poradziłby sobie na wolności. Także nie mam pojęcia. Widać może ma jakiegoś informatora na zewnątrz, który mu pomaga.
    Niestety muszę zgodzić się z Taka Miłość o tym, że postacie są bardzo do siebie podobne.
    Mam mieszane uczucia, co do Cama. A Loki (samo jego imię/pseudonim) kojarzy mi się z Jasperem ze Zmierzchu XD Nie wiem dlaczego. I właśnie tak wyobrażam go sobie, nie potrafię tego powstrzymać. A Andrea kojarzy mi się z opowiadania Maggie. To już chyba tak mi zostało. ;D

    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Klemens - imię niesfornego kosmyka włosów? Myślałam, że się zsikam ze śmiechu xD Nie no poważnie, Klemens wygrywa cały ten rozdział, najlepsza postać! Co prawda nic nie mówił - w końcu nie spodziewam się gadających włosów - ale jakoś tak mnie rozbawił.
    Co do Lokiego, Camerona i całego tego spotkania... To trochę przykre, że Cam odwiedza kumpla tylko dlatego, że ma jakąś sprawę. Nawet nie zapytał co u niego, jak się trzyma, tylko od razu przeszedł do konkretów...
    Chociaż w sumie nie wiem co ciekawego może dziać się w więzieniu i co mogłoby się zmienić w życiu Lokiego, ale zachowanie Parkera było po prostu egoistyczne i chamskie, tym bardziej, że wie iż jego towarzysz ma problemy własne... Rozumiem, że Cam martwi się o bliskich, ale no trochę empatii.
    Ta cała Biała Dama to niezłe ziółko. Jej historia była dość porażająca. Nic dziwnego, że babka ma problemy psychiczne skoro straciła dziecko i jeszcze obwiniła za to swojego faceta. Cieszę się, że jej postać została odrobinę przybliżona, chociaż nadal nie wiadomo co ma do rodziny Parkerów i dlaczego miałaby mieć jakieś niecne plany wobec nich. Jestem ciekawa, kiedy pojawi się osobiście i jak bardzo namiesza.
    Chłopaki niepotrzebnie zaczęli się kłócić. Cameron naprawdę miał zły dzień bo zachowywał się jak cham. Dobra, wiem, że obaj mieli swoje racje i prawda leży gdzieś po środku, ale naprawdę nie liczył się z emocjami Lokiego. Świadomość, że pozwoliło się na czyjąś śmierć to potworne brzemię, a zwłaszcza dlatego, że Bloom była kimś ważnym i bliskim. Nie dziwię się, że Loki to tak bardzo przeżywa.
    Z drugiej strony myślę, że skoro Loki ma szansę wyjść z więzienia, to po co w nim siedzi? Kto powiedział, że nie może rozstać się z gangiem Parkerów i nie spróbować ułożyć sobie życia na nowo? Nie ważne co by postanowił, życie poza kratami jest z pewnością lepsze i dostarcza większych perspektyw. :)
    Życzę morza weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początek zwrócę uwagę na jedną rzecz. Mianowicie, nie rozumiem dlaczego w tym rozdziale napisałaś "ci" i "cię" z dużej litery. Nie tworzysz powieści epistolarnej, więc jeśli tekst nie ma formy listu, pisanie wymienionych wyżej wyrazów z dużej litery jest niepotrzebne.
    Co do rozdziału. Zachowanie Camerona bardziej przypomina mi nastolatka, aniżeli dorosłego mężczyznę. Rozumiem, że można nie lubić swojej pracy, ale bez przesady. A do tego sposób, w jaki traktuje Lokiego... Brak słów. Odnoszę wrażenie, że Cameron traktuje Lokiego jako takiego gościa od czarnej roboty, i przychodzi do niego tylko wtedy, kiedy Parker potrzebuje jego "usług". Myślę, że powinien był okazać Lokiemu więcej zrozumienia, tym bardziej, że Cameron sam stracił kogoś bliskiego.
    Ogólnie to szkoda mi Lokiego. Stracił swoją przyjaciółkę i obwinia się o jej śmierć. Swoją drogą, zastanawiam się, czy słusznie Loki bierze winę na siebie, czy to jednak Cameron ma rację i chłopak powinien się zebrać do kupy. Ciekawi mnie wątek z tą Bloom i mam nadzieję, że nam go w niedalekiej przyszłości przybliżysz :D.
    Niesforny Kosmyk Klemens wygrał ten rozdział :D. Moje włosy też czasami trudno opanować, ale do nadawania im imion jeszcze nie doszło :D.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Loki to zagadka :D Muszę zabrać się za streszczenie poprzedeniej części bo rozumiem, że tam Loki był? W każdym razie i tak chcę to przeczytać w najbliższym czasie. :)
    Klemens sprawił, że cieszyłam mordkę do monitora za każdym razem gdy się pojawił. Oj Loki ;D
    Cameron ma tyle na głowie, że jeśli z wszystkim da radę na 100 to będę pod wrażeniem. Choć coś mi mówi, że z tym transportem więźnia może nie być kolorowo. :D
    No i co będzie dalj z Andreą? Co ty tu kombinujesz? :D
    Krótko bo jest późno a ja od 4 rano/w nocy nie się, także powieki podpieram zapałkami jak to piszę, dlatego wybacz brak sensu.. :)
    Pozdrawiam, Sapphire ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie tam w sumie ciekawi jak Loki zdobywa te wszystkie informacje będąc w zamknięciu. Naprawdę, to jest dla mnie największy nurtujący mnie problem po tym rozdziale :D Mam nadzieję, że to kiedyś wyjaśnisz! :D Biała Dama to ciekawa postać, choć nie dziwi mnie, że jest niezrównoważona psychicznie.
    Natomiast co do Bloom, to rozumiem Lokiego. Choć nie do końca zrozumiałam dlaczego ona umarła - nie wiem czy to ja nie ogarnęłam, czy taki był Twój zamysł, żeby owiać tą sprawę nutką tajemnicy - to rozumiem dlaczego woli on siedzieć w zamknięciu niż wyjść na wolność. Jeśli czuje się winny za śmierć, to powinien odcierpieć i przebyć swoją karę. W sumie to bardzo dobrze o nim świadczy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem i ja! Cieszysz się? Tęskniłaś za swoją wredną rudą Kaśką? Bo ja tęskniłam bardzo i cieszę się, że wreszcie mogę ci tu popleść trochę głupot;D
    Zacznę od tego, że już sam początek wywolał we mnie uśmiech. Czy on serio nazywa swoje niesforne kłaki? Klemens? Poważnie? Aahahahaha jebłam:D Ale powiem ci szczerze, że uwielbiam ten humor, który nam tu przedstawiasz. Bo choć ogólnie opowiadanie jest akcją, czasem kryminałem i sensacją, to jednak pojawiają się czasem takie komediowe wstawki, które zwalają mnie z nóg. Przeczytałam zaledwie akapit (na razie), ale już wiem, że Klemens wygrał ten rozdział :D
    "lepiej śpisz bo gdybym"- przecinek przed 'bo';
    "nieco oderwaną od rzeczywistości co wcale nie znaczy" - przecinek przed 'co';
    "Odeszła z pracy żeby poświęcic się macierzynstwu" - przecinek przed 'żeby';
    "osiem lat a po wyjściu" - przecinek przed "a";
    "– Nie lepiej Ci zostawić to policji?" - "ci" powinno być z małej;
    "Jakaś psychopatka postanowiła uwziąć się na mnie i mojej córce." - moją córkę;
    "– Dobrze, że już nie śpisz. – Rzuca" - bez kropki, a "rzuca" z małej litery;
    "– Mnie też miło pana widziec, panie Brown. – Mruczę z ironią" - bez kropki, a 'mruczę' z małej;
    "– Powiedz mi tylko, że Cameron nie pakuje się znowu w kłopoty. – Prosi" - to samo;
    Ogólnie poczytaj rybko o poprawnym zapisie dialogów, bo to jest tak naprawdę bardzo proste i nie zajmie dużo czasu, a jednak trochę razi. Dopóki ktoś mi tego nie wytknął to sama pisałam tak jak chciałam, a teraz jak już wiem - to ja wytykam innym. Zła jaaa. Albo dobra, jak kto woli.
    Haha rozumiem Lokiego bardzo dobrze, bo ja też kiedyś odstawiałam cukier i męczyłam się z gorzką kawą. Tzn. o ile kawa nie była jeszcze taka zła, to gorzkiej herbaty zdzierżyć nie mogłam. Ale dałam radę, dlatego w Lokiego też wierzę! :D Teraz krzywię się nawet po najmniejszej dawce cukru :D
    Ale przejdźmy do rzeczy. Podoba mi się ta postać, bo wśród tych wszystkich brutalnych mężczyzn, on wydaje się być takim rodzynkiem. Niby z nimi wszystkimi pracuje, ale jest inny. On się brzydzi śmiercią, nie chce zadawać bólu, może jest mniej odporny i mniej owładnięty pragnieniem krwi, ale dzieki temu stanowi taki fajny kontrast. Podobało mi się, to co sam powiedział: że przymyka oczy na niektóre sprawy, bo nie chce zbyt wiele wiedzieć. Tak, w jego sytuacji to chyba najlepsze wyjście. Wystarczająco zadręcza się już śmiercią przyjaciółki, gdyby do tego doszły jeszcze wyrzuty sumienia związane z innymi osobami, to mógłby sobie nie poradzić. W ogole zastanawiam się w jaki sposób on zdołał zdobyć informacje o tej Andrei, skoro siedział w celi? Musi być z niego niezły mózg, haha :D
    W tej kłótni z Camem bardziej stoję po stronie Lokiego, choć Cam też miał trochę racji. L nie powinien cały czas się zadręczać, tym bardziej, jeśli naprawdę nie bardzo mógł coś zrobić. Powinien zacząć żyć teraźniejszością i przyszłością, a nie ciągle patrzeć wstecz. Myślę, że właśnie te wyrzuty sumienia i przekonanie o własnej winie go blokują przed wniesieniem podania o zwolnienie albo przepustkę. Ale tak nie można! Tylko, że Cam powiedział to trochę za ostro. Mam wrażenie, że trochę się na nim wyżył za własne problemy i stresy. A nie powinien, bo Loki nie jest winny tego, że Isy jest w niebezpieczeństwie. Cam powinien się bardziej skupić na uczuciach Lokiego, wziąć je pod uwagę, zamiast tak bezceremonialnie wyrażać swoje zdanie. Hallo! Nawet jeśli miał rację, to sposób przekazania - beznadziejny.
    Pozdrawiam i z wielką niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! ;**

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, Przepraszam. ;) Ale jeśli w ciągu najbliższych dwóch tygodni będziesz miała zamiar dodać nowy rozdział, to dodawaj. Mam akurat ferie, więc skomentuję od razu ;D
    Nigdy nie wpadłabym na pomysł, żeby nadać imię kosmykowi włosów. ;D I wcale mi się to nie wydaje dziwne, bo ja bardzo lubię nadawać imiona rzeczom. Przykładowo mój sfatygowany laptop nazywa się Zdzisław. Zdziś, przywitaj się ładnie! ;D Poza tym Klemens to bardzo fajne imię, pasuje do włosów. Loki jest bardzo pewny siebie. Nie wiem, czy tylko sobie żartuje, czy naprawdę ma takie wybujałe ego, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Gdyby się panoszył nie wiadomo jak, to byłaby inna sprawa.
    Isobel, nieodrodna córka swojego ojca. Teraz Cameron już wie, jak jego impulsywność i nieumiejętność usiedzenia na tyłku dłużej niż minutę irytuje wszystkich w koło. ;D Sprawa jest poważna, bo chodzi o Isobel. Cam sprawia wrażenie, że mógłby poruszyć niebo i ziemię, byleby tylko zapewnić córce bezpieczeństwo. I to bardzo mi się podoba.
    Ten ‘wjazd na chatę’ nieco mnie niepokoi. Chociaż w sumie lepsze to niż skradanie się po miejscu, które zapewne ma dużo lepszą ochronę niż ktokolwiek by się spodziewał. Jednak jakoś dziwnie mi z myślą, że Cam chce ją zabić. Rozumiem, że kobieta wzięła na tapetę jego córkę i jej groziła, ale czy ja wiem, czy to są mocne podstawy do zakończenia jej żywota? To mnie trochę w Cameronie przeraża, ta jego bezduszna część, która jest gotowa pozbawić życia każdego, kto mu wejdzie w drogę. I oczywiście musiał zacząć jakąś kłótnię. Eh, Cameron, kochanie, to, że jesteś zmęczony, nie daje ci prawa do zachowywania się jak idiota.
    Szkoda mi Lokiego. Musiał patrzeć na śmierć przyjaciółki (a może i nawet była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką, skoro nadal nie potrafi się pozbierać), nie potrafi tego przetrawić, a teraz Parker się go czepia. To jego życie i jego sprawa. Ale… Oczywiście musi być ‘ale’.. Cameron ma trochę racji. Loki nadal jest im potrzebny. I chociaż ten w dalszym ciągu zdobywa dla nich informacje, to na wolności mógłby zdziałać dużo więcej. No i fakt, że ciągle się zadręcza też jest niepokojący. W ten sposób nie zwróci tej kobiecie życia, a sam swoje zmarnuje.
    Pozdrawiam i całuję! ;**

    OdpowiedzUsuń
  17. Hejka :* Przybywam :D Przepraszam, że tak późno :C
    Szczerze, to od razu na początku przyznam się, że nie mam bladego pojęcia o Lokim (jak na razie o Twoim Lokim, jak i tym internetowym, choć widziałam, że jest fascynacja nim) więc, tak bez przeszkód i bez niczego i bez żadnych domysłów, pomysłów i innych bibelotów, akceptuję to co jest :D Chociaż nie... trochę martwi mnie to, że faktycznie obwinia się o śmierć przyjaciółki. Jestem tutaj po stronie Camerona. Minęło dziesięć lat, a on tak jakby dalej nie umie sobie z tym poradzić. :/ To trochę słabe :P Żeby nie mówić gorzej XD A poza tym popieram to, że dobry informatyk, który tak szybko zdobywa informacje przydałby się bardziej całej Agencji, a nie tylko celi. Co on w ogóle w tym więzieniu robi? Może właśnie przez to, że woli zamknąć się w czterech malutkich ścianach, nie pozwala mu przestać się obwiniać. Bo jednak jak ktoś zaczyna żyć normalnie, coś robić to inne myśli schodzą daleko na drugi plan. Loki powinien się przełamać i szczerze poprosić o to warunkowe :D taka jest ma myśl :D
    Cameron zachowuje się rodem jak młodzieniaszek XD Lubię go i to strasznie ;D Już nie mogę się doczekać tego jego włamu na chatę grozicielki jego córki :D coś czuję, że będzie ostro :D
    Życzę dużo weny i pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Nareszcie jestem i ja. Oj ostatnio trudno jest mi zjawiać się niedługo po opublikowaniu rozdziałów, ale sama nałożyłam na siebie więcej obowiązków. Taki teraz mój los. Kończąc użalanie... Polubiłam Lokiego. Osobiście mam wrażenie, że on nie powinien siedzieć w więzieniu. Zresztą jestem za tym, co powiedział Cameron - to nie jego wina. Cóż nie jestem osobiście wtajemniczona w całą tą sytuację, ale jakoś tak mam takie wrażenie. Poza tym w sumie nie dziwię mu się, że obecnie nie chce mu się wychodzić z więzienia. Biorąc pod uwagę, że po tym spadłoby na niego więcej "roboty"... No i to przeświadczenie, że ta dziewczyna naprawdę nie żyje... Tak coś sporo tych wielokropków. Ale nie mogę się powstrzymać przed ich używaniem :) Wracając do sedna mam wrażenie, że przyzwyczajenie zrobiło swoje i Loki naprawdę ułożył sobie życie. Fakt, w więzieniu, bo w więzieniu, ale zawsze... To w pewnym sensie też jego swoista kryjówka. Niemniej jednak ciekawi mnie, jak on zdobywa te wszystkie informacje będąc w zamknięciu. Wydaje mi się, że to dla niego jest dosyć łatwe, mimo że mi osobiście zdaje się niewyobrażalne. No cóż masz "wyjątkowych" ludzi w tym opowiadaniu. No i przyznaję, podoba mi się to.
    Tymczasem będę czekać na ciąg dalszy. Może tym razem uda mi się zjawić nieco szybciej? Kto to wie :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Humor i charakter Lokiego jest taki uroczy... Uwielbiam go po prostu, no uwielbiam xD I współczuję za to, co stało się jego przyjaciółce :/
    Jeny, czytając ten rozdział, miałam wiele do napisania w komentarzu, a teraz nagle jakby wszystko ze mnie uleciało... Co mi się stało? D: Jasna cholera, zbierz się kobieto, zbierz!

    Nie spodziewałam się tak szybko poznać tożsamość Białej Damy, ale w sumie może to i lepiej? Chociaż nie wiem, chętnie doczytam dalszą część akcji z tym całym "wjazdem na chatę" Camerona, bo bardzo mnie to intryguje :D Jak to wszystko będzie wyglądać i czego ona właściwie może chcieć od jego córki? Jest kluczem do czegoś? posiada jakieś specjalne umiejętności, czy coś w tym rodzaju?
    W sumie to nie do końca zrozumiałam, czemu Loki siedzi w więzieniu ;x Chyba muszę jeszcze raz przelecieć po tekście, bo gdzieś mi to umknęło XD

    OdpowiedzUsuń