niedziela, 18 października 2015

[004] Pisze Cameron

 Przez całą drogę do domu żadne z nas się nie odzywa. Eva siedzi jak na szpilkach a ja wiem, że nawet gdybym spróbował nawiązać z nią jakąś rozmowę, pewnie i tak nie mogłaby się skupić.
Mój telefon co chwilę wibruje mi w kieszeni, więc w końcu go wyjmuję, kiedy zatrzymujemy się na światłach. Wyświetla mi się numer Trevora. Odrzucam połączenie. Chłopak dzwonił do mnie już kilka razy i domyślam się, jaki jest tego powód. Powinienem do niego oddzwonić, ale wtedy mimo wszystko musiałbym się tłumaczyć z tego Evie, co nie jest mi na rękę. Mała ma i tak dość spraw na głowie, więc nie chcę jej jeszcze dokładać zmartwień.
Wjeżdżam przez bramę ignorując kamery, które śledzą każdy nasz ruch. Może i na naszym osiedlu jest wszechobecny monitoring i czymś normalnym jest, że wszyscy chodzą z naładowaną bronią przy sobie, ale o dziwo to właśnie pozwala mi poczuć się tu bezpiecznym. Jak w prawdziwym domu.
Zatrzymuję się na wyłożonym kostką podjeździe i czekam, aż Eva wysiądzie pierwsza. Ignoruje mnie i mógłbym iść za nią, ale to daremne. Będzie teraz naradzać się z Xanderem. Ja byłbym tam zbędny. Bo to jego rolą jest główkowanie i dbanie o to, żebyśmy podczas żadnej z akcji nie wpadli w zasadzkę i nie zostali rozstrzelani niczym kaczki. To on wykradał dane z Agencji i to on rozpracowywał plany więzień, żeby mnie z nich wydostać. Dwukrotnie. To on jest mózgiem wszystkiego, ponieważ to od niego wszystko się zaczęło. Ja jestem tylko młodszym bratem, zdaniem wielu najmniej rozgarniętym z całej naszej trójki. Bo jest jeszcze Domein. Ale on jest chyba najlepiej ułożony z nas wszystkich. Przynajmniej pozornie.
Odblokowuję telefon i oddzwaniam do Trevora:
- Już idę, czekaj na mnie. - Rzucam, zanim ten zdąży na mnie nakrzyczeć.
Wysiadam z samochodu i wychodzę z podwórka. Ulica jest całkowicie opustoszała przez co mimo wczesnej pory, domy wyglądają nieco upiornie. Nic dziwnego, jest dopiero popołudnie, czyli wszyscy odsypiają jeszcze noc.
Mijam skatepark, później plac zabaw i w końcu fontannę i trawnikiem skracam sobie drogę do stojącego nieco na uboczu klubu nocnego, który teraz jest zamknięty. Wchodzę drzwiami dla personelu i kiwam głową w stronę brunetki zmywającej mopem podłogę. Wygląda niegroźnie i nawet jej nie znam. Pewnie córka jakiegoś handlarza bronią albo dilera narkotykowego, który w obawie o jej dobro umieścił ją w naszym azylu.
Dziewczyna odstawia wiadro z mopem i zdejmuje plakietkę z jej imieniem i nazwiskiem. Przeciąga nią po czytniku w drzwiach i otwiera mi je, za co dziękuję skinieniem głowy.
Schodzę po schodach, które wbrew pozorom nie są zakurzone, czy w jakikolwiek sposób zaniedbane. Nie mogą być, ponieważ w razie niebezpieczeństwa musimy mieć możliwość szybkiej ucieczki lub chociaż schronienia. W końcu temu służy całe to nasze dość specyficzne osiedle.
Nawet bez swoich zdolności usłyszałbym głośne odbijanie piłki od ziemi. Skręcam w lewo, pcham metalowe drzwi i wchodzę do dużego pomieszczenia. Pod ścianą ustawione są drewniane skrzynie, ale to nie one przyciągają moją uwagę.
Na krześle siedzi związany mężczyzna z zakrwawionym czołem. Jest w porwanej, opiętej koszulce, dzięki czemu można zobaczyć pokaźne mięśnie i fragment tatuażu. Jakiekolwiek próby krzyków uniemożliwia mu taśma, zaklejająca usta.
Dostrzega mnie, a w jego oczach widzę czyste przerażenie. Ale to dobrze. Tym właśnie się karmię. Strachem i bólem. Jako mutant, tego właśnie potrzebuję. Jestem jak drapieżnik, mający przed sobą marną zwierzynę, która nawet nie umie się obronić.
Przed moimi nogami zatrzymuje się piłka do kosza, a zaraz za nią pojawia się Trevor Hael. Bierze ją i zaczyna kozłować.
- Spóźniłeś się. - Mówi nie patrząc na mnie i bawiąc się piłką.
Rzuca ją do mnie i zbliża się, chcąc ją odebrać. Zasłania przy tym naszego związanego kolegę. Próbuje mi zabrać piłkę i prawie mu się to udaje, ale w końcu mijam go i z powodu braku kosza, rzucam w głowę mężczyzny na krześle. Trafiam w lewą część twarzy.
- Punkt dla mnie, ja go biorę! Chyba, że chcesz do trzech... - Proponuję blondynowi, ale on tylko kręci głową ze śmiechem.
- Weź go sobie.
- Czemu? Nie mów, że nie chciałbyś go trochę pomęczyć! - Patrzę na naszą ofiarę z uśmiechem, jakim obdarza się słodkie, małe dzieci.
- Nie lubię ich zabijać, kiedy patrzą mi w oczy i nie mogą się bronić. - Cmoka z niesmakiem. - Potem mam wyrzuty sumienia. - Śmieję się serdecznie, ale Hael tylko wzrusza ramionami. - Taka prawda. Jakbyśmy mieli równe szanse, to co innego. Poza tym i tak musisz go najpierw sprawdzić. Bawiliśmy się z nim trochę, ale nie chcieliśmy zbytnio go uszkodzić, żeby nie utrudniać ci roboty. Bo on nic nie chce gadać.
- Ty też nie gadałeś , jak cię torturowali w Agencji. Jest lojalny wobec swoich, jak my wszyscy. Prawda, Bradley? - Zwracam się w końcu bezpośrednio do szatyna.
Stróżka potu spływa mu po czole, kiedy patrzy na mnie z rządzą mordu. Na mnie, ale nie bezpośrednio w oczy. Znaczy, że jest naprawdę dobrze poinformowany.
Zdzieram mu taśmę z ust. Jego dolna warga jest przecięta równo na pół. Spoglądam na blondyna który ponownie zajął się piłką do kosza, ale on tylko wzrusza ramionami.
- Chłopaki się uparli.
- Masz ostatnią szansę, Bradley. - Ostrzegam zdrajcę.
- Przecież i tak mnie zabijesz. - Stwierdza po chwili słabym głosem. Kiwam energicznie głową.
- Niby tak, ale tylko od ciebie zależy, jak ta śmierć będzie wyglądała. A ja i tak dopnę swego, przecież wiesz. - Uśmiecham się. - To jak? Powiesz, kto kazał ci szpiegować moich ludzi?
Cisza. Nawet Trevor przestał odbijać piłkę i patrzy na nas. Osobiście mam wielką nadzieję, że Bradley nie zechce współpracować. To będzie dużo bardziej interesujące. 
W rzeczywistości naprawdę jestem ciekaw, jak mu się udało do nas dostać. Miał być jednym z ludzi od czarnej roboty, z trochę brudną przeszłością. Nie tak łatwo jest szpiegowi dostać się na nasze osiedle, bo tu wszyscy wszystkim patrzą na ręce. To jedyne wyjście, żeby nikt nie wpadł w ręce policji. Bo w końcu większość z tu przebywających jest poszukiwana za większe lub mniejsze występki.
- Pieprz się, Parker. - Po tych słowach zaczynam w duchu skakać z radości, niczym mały dzieciak.
Ściskam mężczyznę za szyję i próbuję zmusić, żeby popatrzył mi w oczy, ale on ucieka wzrokiem. W końcu tracę cierpliwość i uderzam go pięścią w twarz raz, a potem drugi. Bradley jęczy, a ja dokładam trzeci raz, pamiętając, że nie może stracić przytomności. Wtedy już bardzo łatwo skupiam na sobie jego spojrzenie.
Mimo, że nadal próbuje się bronić, nie ma wystarczająco dużo siły. Bez problemu dostaję się do jego umysłu. Boi się. Ale o swoim szefie, a raczej szefowej, też myśli. Dlatego szybko poznaję jej nazwisko. Dziwię się, że ta kobieta wynajęła Bradleya do szpiegowania nas i chcę poznać tego powód, ale chyba sam mężczyzna go nie zna. Jednak wiem, że ma skupić się na mnie i braciach. I Isobell, tylko nie mam pojęcia, co moja córka ma z tym wspólnego. Ale zalewa mnie fala wściekłości, że ktoś miał czelność śledzić i narażać małą i zapominam, że kiedy wpływa na umysł Bradleya, to moja złość oddziałuje na niego ze zwiększoną mocą. Ale nie mogę tego powstrzymać. I w końcu nie mam już dostępu do jego myśli.
Mrugam kilkakrotnie, jak wyrwany z transu i spostrzegam, że mężczyzna odchylił głowę do tyłu, ciężko dysząc i pojękując co chwilę. Musi teraz przezywać katusze.
- Zadzwoń do Chrisa, niech przyjdzie go sprzątnąć. - Polecam przyglądającemu się mi w skupieniu blondynowi, podchodząc do drewnianych skrzyń.
- Spoko. Kogo szukamy? - Pyta, przykładając słuchawkę do ucha.
Chwilę rozmawia z ciotecznym bratem Evy, a ja w tym czasie biorę pistolet i sprawdzam magazynek. Zastanawiam się, jak w miarę poważnie mam wypowiedzieć imię, a raczej pseudonim kobiety, która zleciła Bradleyowi szpiegowanie mnie i chłopaków. No i Isy.
- Kojarzysz jakąś Białą Damę? - Interesuję się, kiedy Trevor już kończy rozmawiać przez telefon. Najpierw patrzy na mnie w osłupieniu, a potem wybucha śmiechem.
- Serio?! Biała Dama? Nie, nie kojarzę. - Mówi jakby sam do siebie, z uśmiechem kręcąc głową. - A Xander się krzywdzi, kiedy nazywamy go Piotrusiem Panem.
Też uśmiecham się pod nosem i powoli idę w kierunku Bradleya. Krew cieknąca z nosa zaplamiła twarz i koszulkę. Wydaje się jakiś nieobecny. To niedobrze. Chciałbym, żeby był w pełni świadomy tego, co z nim robię.
Strzelam mu w kolano. Krzyczy. Czyli mimo wszystko kontaktuje.
Czekam chwilę i oddaję jeszcze jeden strzał w brzuch. Potem odpycham nogą krzesło i to przewraca się na ziemię, a Bradley ląduje na podłodze, szamocząc się i drżąc.
- Mógłbym wiedzieć, po co budzicie mnie o tak nieludzkiej porze? - W drzwiach jak na zawołanie pokazuje się wysoki Mulat patrzący na mnie i na Trevora z rządzą mordu w oczach.
Christopher ma przy sobie czarny plecak i duże worki na śmieci.
- Nie narzekaj. Mamy dla ciebie zabawkę. - Oznajmiam, wskazując na szpiega.
Brunet przenosi powoli wzrok na Bradley'a a w jego oczach pojawiają się iskierki podniecenia. Uśmiecha się radośnie, niczym dziecko które dostało wymarzony prezent.
Powoli podchodzi do żywego jeszcze Bradley'a i wysypuje z plecaka noże, siekierę i piłę. Potem sprawdza puls swojej ofiary i stwierdza z radością:
-  Odwołuję to, co powiedziałem. Jednak warto było tak wcześnie wstać!
- Tylko nie ubrudź wszystkiego krwią. Potem znowu ktoś będzie miał pretensje, że ściany poplamione. - Upomina go Trevor, ale Chris najwyraźniej jest już w swoim własnym świecie.
Obaj wychodzimy z tuneli, a później także z klubu. Podobnie, jak wcześniej, skracam sobie drogę trawnikiem tyle, że w tym przypadku towarzyszy mi Hael. Rozmawiamy o zaostrzeniu ochrony wśród naszych i ograniczeniu wpuszczania na osiedle nowych osób. Póki nie uda nam się dopaść tej kobiety, każdy musi jeszcze bardziej uważać. Mijamy plac zabaw a ja żegnam się z blondynem, bo ten widzi na podjeździe samochód Layli, swojej dziewczyny, i jednej z moich młodszych sióstr. Słyszę głośne wołanie i odwracam się w chwili, kiedy Trevor łapie na ręce i podrzuca Aquę, swoją adoptowaną córkę.
Hael i moja siostra zajęli się nią po tym, jak trafiła do Agencji jako kilkutygodniowe niemowlę, razem z resztą mutantów. Ją też Marshal chciał przerobić w przyszłości na swojego wojownika. Podobnie jak Isobell. I jak Evę. Tylko, że ta ostatnia była jego córką i udało mi się ją przed nim w porę ukryć. Dopiero, kiedy miała prawie szesnaście lat, sprowadziliśmy ją z powrotem, bo zbliżała się jej przemiana.
Nie lubię wspominać tej historii. Bo gdyby nie Marshal i jego chore plany, to dzisiaj moja pierwsza miłość, czyli Cornelia Cox a matka Evy, nadal by żyła. Ale ją porwał, wstrzyknął substancję powodującą mutację, a potem zgwałcił. Odnalazłem Cornelię, zanim jeszcze Eva przyszła na świat. Ukryłem kobietę w Polsce i miała mieszkać tam ze swoją siostrą, Elizabeth. Ale przez to stałem się poszukiwany, bo podobnie jak Corney, byłem członkiem Agencji. A zacząłem działać na własną rękę, chcąc sam wymierzyć sprawiedliwość i załatwić Zacka Marshala. Zabiłem przy tym kilka osób i zaczęli mnie ścigać. Po urodzeniu Evy, Cornelia chciała wszystko wyjaśnić, więc bez mojej wiedzy udała się z powrotem do Stanów. Marshal zastrzelił ją na lotnisku. Po jej śmierci postawiłem sobie dwa cele: pierwszym było chronienie Evy przed ojcem, a drugim, żeby go w końcu dopaść i zabić. I przez lata go ścigałem, przyłączając się w międzyczasie do Xandera. I w końcu się udało, ale tylko dlatego, że sprowadziliśmy Evę a czym bliżej było jej przemiany, tym bardziej Zackowi na niej zależało. I w desperacji zaczął się ujawniać, popełniając przy tym kilka błędów.
Korzystając z okazji, że do domu mam jeszcze spory kawałek, od razu postanawiam zadzwonić do Roberta, żeby mi pomógł z tą całą Białą Damą.
- Na którą masz do pracy? - Pytam bez zbędnych powitań.
- Dzisiaj na dwudziestą, a co? - Rozlega się jego rozespany głos a ja zdaję sobie sprawę, że chyba go obudziłem.
- Musisz się zobaczyć z Lokim. - Powiadamiam go. Zaczyna coś mamrotać, ale mu przerywam: - Potrzebuję informacji o kobiecie o pseudonimie Biała Dama... - Chcę kontynuować, ale rozlega się śmiech blondyna. - Mówię serio, to ważne. Powiedz mu, żeby dowiedział się o niej możliwie jak najwięcej.
- Po co ci informacje o niej?
- Nie pytaj, dla własnego dobra. Po prostu poproś go, żeby się o niej czegoś dowiedział. Reszta to nie twój interes. - Mówię i rozłączam się.
Najchętniej powiedziałbym mu o wszystkim. Ale on, w przeciwieństwie do mnie, w Agencji pracuje od zawsze i mógłby mieć z tego powodu kłopoty. A jakby nie było przez ostatnie cztery lata zżyliśmy się ze sobą i można powiedzieć, że nawet zaprzyjaźniliśmy tym bardziej, kiedy Amir wyjechał. Wtedy poniekąd Brown zajął jego miejsce, chociaż chłopaki różnią się od siebie bardzo.
Amirowi nie przeszkadzało to, że podwójnie przekraczam dozwoloną prędkość, a pobicie kogoś stanowiło rozrywkę. Był niemal taki sam, jak ja i chyba dlatego tak dobrze się rozumieliśmy. Ale niedawno wyjechał do rodziny, do Arabii Saudyjskiej. Po tylu latach, kiedy zawarliśmy z Agencją sojusz, w końcu przestał być ścigany. Nie musiał więc się martwić, że spotkają jego bliskich jakieś nieprzyjemności.
A Robert jest jego kompletnym przeciwieństwem. Kiedy tracę cierpliwość, to zawsze stara się mnie jakoś uspokoić. Chwilami aż irytują mnie te jego ograniczenia, ale chyba dzięki temu przez te cztery lata w Agencji nie popełniłem jeszcze żadnego głupstwa, przez które pewnie znowu miałbym kłopoty. I mimo wszystko zawsze mnie kryje, jak przychodzi co do czego. Nawet, jeśli przez to sam się naraża. A teraz jest podobnie. Bo on doskonale wie, że jeśli proszę o pomoc Lokiego, to sprawa jest poważna i zapewne nie do końca legalna.
Mam zamiar iść do domu. Być może wypić kawę z Evą i Xanderem, albo - jeśli będą zbyt zajęci - iść się zdrzemnąć bez obawy, że obudzę się zlany potem myśląc o tym, czy moja dziewczyna jeszcze żyje. Moje plany krzyżuje jednak telefon, który odbieram.
- Co robisz? - Po drugiej stronie rozlega się niewyraźny głos mojego młodszego braciszka.
- Jeśli masz dla mnie jakąś robotę, to jestem zajęty aż do nowego roku. - Informuję, ze znudzeniem oglądając paznokcie.
- Tak, słuchaj, bardzo śmieszne. Dzwonili do mnie z Agencji, że znaleźli jakieś trupy, a to niedaleko nas i chcą, żebym przyjechał. Tyle, że ja właśnie jestem u kosmetyczki, a potem mam umówionego masażystę i nie bardzo mam jak się urwać. Więc jakbyś mógł pojawić się tam za mnie, to byłbym bardzo wdzięczny. - Wyjaśnia mi w pośpiechu Domi.
- Naprawdę muszę? Nie możesz sam jechać?
- Przykro mi, kochanie, ale nie ma takiej opcji. - Powiadamia i zanim zdążam cokolwiek powiedzieć, rozłącza się.
Nie powinno mnie to dziwić. Kiedy Domein coś sobie postanowi, to nie ma mowy, żeby zmienił zdanie. I w sumie nawet nie jestem na niego zły. Co dziwne, ale chyba dzięki Bradley'owi trochę się wyładowałem.
Wsiadam do samochodu niemal w tej samej chwili, w której Domi wysyła mi adres, pod który mam pojechać. Od razu stwierdzam, że dzielnica, na którą się udaję, należy do jednych z lepszych. W sumie jestem nawet ciekaw tego rodzinnego dramatu.
Po niecałych dwudziestu minutach i kilku złamanych przepisach, docieram na miejsce. Nawet nie muszę zastanawiać się, który to z szeregu zadbanych, okazałych domów, bo na ulicy przed nim stoi kilka radiowozów. Najbardziej śmieszą mnie dwie starsze kobiety, które z pewnej odległości obserwują całe zajście i komentują je głośno. Nic sobie nie robią z ostrzeżeń policjantów, że jest niebezpiecznie.
Otwieram schowek i wyjmuję z niego czarnego glocka. Upewniam się, że jest zabezpieczony i chowam go do kieszeni bluzy. Wychodzę z auta nie zawracając sobie głowy zamknięciem drzwi.
Swoje kroki kieruję w stronę największego zbiorowiska. Większość okolicznych policjantów mnie kojarzy, także kiedy przechodzę obok nich z drwiącym uśmiechem, nie potrafią być obojętni. Część szepcze coś między sobą. Jedni posyłają wrogie spojrzenia, inni wskazują palcami. Kolejni chcą być profesjonalni i patrzą tylko kątem oka myśląc, że ja tego nie zauważam. Ale jest wręcz przeciwnie. Człowiek, którego jeszcze cztery lata temu ścigali i chcieli zabić, dzisiaj będzie tym dobrym. Dla mnie jest to naprawdę zabawne. I może dzięki temu bije ode mnie taka pewność siebie i duma. A ich to pewnie boli najbardziej.
Ściskam dłoń postawnego mężczyzny w mundurze, który wydaje się dowodzić całą akcją. Nie wygląda na zadowolonego moim przybyciem.
- Kiedy prosiłem, żeby tu kogoś wysłali, nie miałem na myśli akurat ciebie... - Mruczy pod nosem mężczyzna, na co ja uśmiecham się szeroko.
- A jednak. Może więc czuć się pan zaszczycony. - Odpowiadam nie żałując sarkazmu. - Dowiem się, co tu się w końcu stało? - Pytam wskazując brodą na budynek przed nami.
Okazały dom z niedużym tarasem, fontanną z lewej strony i schowanymi za rzędem drzew huśtawką i piaskownicą, kojarzy mi się z typową rodziną. Dobrze zarabiający ojciec, matka jako pani domu i małe dzieci biegające po trawniku i śmiejące się radośnie. Takie mam wyobrażenie. Niewątpliwie coś jednak jest nie tak, skoro wszędzie kręci się policja, a dookoła jest taśma zabezpieczająca teren.
- Ktoś zamordował domowników. - Informuje mnie sucho policjant. Brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony zmusza go do kontynuowania: - Dzisiaj rano. Przed południem przyszła do nich córka sąsiadów i zastała wszystkich martwych.
Nic nie mówię. Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że mnie to całkowicie nie rusza. Mam wejść do domu, gdzie prawdopodobnie zobaczę martwe ciała nie tylko dorosłych, ale i dzieci. I mimo że widok trupów nie jest dla mnie żadną nowością, to kiedy w grę wchodzi mordowanie tych najmłodszych, to jestem autentycznie wściekły na mordercę. Dzieci nigdy nie powinny być mieszane w sprawy dorosłych.
Jest jednak jedno ale. Nie jestem do końca pewny, czy to rzeczywiście sprawa dla Agencji. Gdybyśmy zajmowali się każdym pojedynczym przypadkiem morderstwa, nie mięlibyśmy czasu na problemy wyższej rangi.
- Wie pan, że do Agencji należy się zwracać tylko w nadzwyczajnych okolicznościach? - Pytam patrząc kątem oka na pięćdziesięciolatka. - Jej zadaniem jest zajmowanie się terroryzmem, przestępczością zorganizowaną, przemytem narkotyków, broni na wysoką skalę, zbrodniami na tle politycznym, zamachami czy w niektórych przypadkach seryjnymi mordercami. - Tłumaczę mu tylko niektóre z jej zadań mając nadzieję, że zrozumie.
Mężczyzna kiwa głową a ja patrzę na niego w oczekiwaniu na jakieś konkrety. Cała ta sytuacja zaczyna mnie już nudzić i jeśli to jakieś nieporozumienie, to chyba zrobię się nieprzyjemny.
- Właścicielem tego domu był Arrick Hanson. - W chwili, kiedy mężczyzna wypowiada nazwisko zamordowanego, zaczyna mi coś świtać, ale jeszcze nie do końca kojarzę, co. - Młodszy brat Adama Hansona, ministra finansów. Dodam, że córka naszego polityka zmarła dwa miesiące temu na atak serca. W wieku niespełna szesnastu lat. A chyba nie muszę ci tłumaczyć, jak łatwo upozorować zawał?
Nie musi. Momentalnie przypominam sobie, jak media co chwilę nadawały komunikaty o śmierci Charlotte, z tego co się orientuję. I chociaż nadal nie mam pewności, że jedno jest z drugim powiązane, to nie sprawdzenie tego byłoby wynikiem tylko i wyłącznie mojego lenistwa.
Wolnym krokiem ruszam w stronę schodów i otwierając drzwi przedostaję się do środka. Mężczyzna cały czas podąża za mną. Obaj stajemy w przestronnym holu i w pierwszej chwili, nie wiem, gdzie mam się udać. Policjant jednak przychodzi mi z pomocą i prowadzi w kierunku kuchni, gdzie przy stole siedzi kilkunastoletnia blond-włosa dziewczyna, z głową odchyloną do tyłu. Podchodzę bliżej, chociaż domyślam się, co zobaczę. Niewielki otwór z lewej strony czoła. Kula nie trafiła w sam środek a krew spłynęła na włosy, okropnie je sklejając. Kieruję swoje spojrzenie w miejsce, na które musiała patrzeć dziewczyna tuż przed śmiercią. Niewątpliwie widziała mordercę. Podchodzę do drzwi prowadzących na niewielki korytarz. Są tam tylko schody na górę i tylne wyjście. Przy schodach leże martwy mężczyzna, ale w tym momencie nie zwracam na niego uwagi.
Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że kat wszedł tylnymi drzwiami. Potem zobaczył jedzącą w jadalni dziewczynę i od razu do niej strzelił.
Myśląc o tym idę powoli w jej kierunku, a potem patrzę w lewo, na przejście do salonu. Na kanapie leży ciało również blondynki, tyle, że dużo starszej, co mogę stwierdzić mimo, że nie widzę twarzy. Jest pochylona, jakby zaraz miała spaść na podłogę, gdzie leży kilkuletni chłopiec. Na ekranie telewizora nadal widnieje informacja o przegranej w grze, a tuż obok dziecka leży pad do gry.
Kobieta i grający na konsoli dzieciak usłyszeli strzał z kuchni. Mały rzucił się w stronę matki, która próbowała go obronić własnym ciałem. Instynktowne zachowanie. Chociaż gdyby chodziło o moją rodzicielkę, prawdopodobnie sama by mnie oddała, byleby tylko chronić własny tyłek. Tak, jak zrobiła to z Xanderem.
Potrząsam głową, odrzucając od siebie te myśli. Ona już nic dla mnie nie znaczy. Jej już nie ma.
Ponownie znajduję się w korytarzu. Spoglądam na ciało około czterdziestoletniego mężczyzny. Wysoki, szczupły brunet, nie podobny do swojego brata znanego z prasy czy telewizji. Ciemnozieloną koszulkę krew zaplamiła w dwóch miejscach. Na piersi, tuż przy sercu, oraz niżej, pod żebrami. Głowa mężczyzny zwrócona jest w lewo, ku uchylonym drzwiom do jednego z pokoi.
Odruchowo tam zaglądam, i zamieram. Na podłodze, z lalką w ręku leży ciemnowłosa dziewczynka, a ponieważ widzę tylko jej włosy, mam wrażenie, że to moja bratanica. Dopiero, kiedy podchodzę bliżej widzę, że jedynymi jej podobieństwami do Mickeyli są ciemne, proste włosy, oraz szczupła sylwetka i niesamowicie jasna skóra, ubrudzona krwią na szyi, tuż przy niewielkiej dziurce po kuli. I podobnie jak Mickey, tak i ta mała może mieć nie więcej niż cztery lata. Dopiero teraz orientuje się, że od około minuty wstrzymuję oddech.
Wychodzę na korytarz i w duchu się cieszę, że to nie ja będę musiał zająć się tą sprawą. Jedyny mój obowiązek to złożenie odpowiedniego raportu i jeśli wszystko pójdzie dobrze, moja noga w tym domu więcej nie postanie, i nie będę musiał oglądać zdjęć ofiar po nocach.
Wychodząc zatrzymuję się jeszcze i patrzę na ścianę tuż przy drzwiach i widniejących na niej fotografiach, przestawiających typową, szczęśliwą rodzinę. Ja nie mam takich zdjęć z dzieciństwa. Moja rodzina chyba nigdy nie była taka naprawdę szczęśliwa. Ślub rodziców z rozsądku, ciągłe zdrady i udawanie przez matkę, że nas wychowuje i cokolwiek ją obchodzimy. Bo w końcu dzieci to tylko zbędny balast. I tak próbowała się nas pozbyć na wszystkie sposoby. Aż w końcu to ktoś pozbył się jej. Za co w sumie nawet mu dziękuję.
Nie wiem, czemu myślę o rodzinie i przeszłości. Nie powinienem. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. Ale to chyba ten dom tak na mnie podziałał. Mimo wszystko, niektóre rzeczy chyba nadal biorę za bardzo do siebie.
Wykonuję jeden telefon i informuję Agencję, że ktoś rzeczywiście powinien tym się zająć. Dostaję przypomnienie o dostarczeniu raportu, ale w tej chwili nie mam do tego głowy. I wątpię, żebym w najbliższej przyszłości miał.
Wsiadam do auta i niemal od razu czuję, że coś jest nie tak. Patrzę w lusterko i nawet odwracam się dla pewności, ale z tyłu nic się nie zmieniło. Jednak to przeczucie mnie nie opuszcza i dopiero, kiedy patrzę na miejsce pasażera, nieruchomieję. Biorę do ręki fotografię Isy sprzed czterech miesięcy. Wiem, bo miała wtedy włosy przefarbowane na bordowo. Stoi na balkonie, podczas gdy na dole, nad basenem, trwa impreza. W ręku trzyma butelkę piwa i unosi ją do góry, uśmiechając się szeroko. Dzieje się to na naszym podwórku. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że takie zdjęcie ostatni raz widziałem przyczepione na tablicy w jej pokoju. Do głowy przychodzą mi różne myśli, ale ja rzecz jasne nie potrafię, a może raczej nie chcę skojarzyć ze sobą faktów. Obecność fotografii w moim samochodzie tłumaczę sobie tym, że pewnie mała gdzieś jeździła, albo szukała czegoś i przez przypadek je zostawiła, chociaż to przecież nie możliwe, bo nie widzieliśmy się od niedzieli. Wzdrygam się, kiedy czuję wibracje telefonu w kieszeni.
- Chyba mamy problem, Cam. - Informuje mnie zimno Xander.
Chwilę zwlekam z odpowiedzią, nadal przyglądając się zdjęciu jakby z nadzieją, że znajdę na nim coś, czego wcześniej nie zauważyłem. W końcu dostrzegam jakąś postać w kapturze, która kompletnie nie pasuje do bawiących się ludzi. Stoi zboku tak, że kadr ledwo ją obejmuje. Nie widzę twarzy, a jedynie czarny kaptur, skierowany z w stronę mojej córki.
- Myślę, że nawet spory problem... - Odpowiadam w końcu cicho.  
Witam. Jestem okropnie zła, że pozwoliłam sobie na taką przerwę, ale ostatnio jakoś ciężko mi się pisze. Poza tym nie chcę pisać i od razu publikować, ani robić tego z przymusu. Chcę, żeby to była dla mnie przyjemność i dlatego wiem, że kolejny rozdział nie ukaże się prędzej, niż za miesiąc.
Jak już wcześniej zapowiadałam, ten jest z perspektywy Camerona. Może wydawać się nieco chaotyczny, ale taki jest sam Cameron, więc nic dziwnego. Mi się podoba, może poza tą wzmianką o Marshalu, ale naprawdę nie mam pomysłu jak ją poprawić. A jeśli chodzi o ten głupi pseudonim, który nadałam kobiecie która kazała szpiegować chłopaków, to napisze tylko, że to było zamierzone. Ona ogólnie będzie taka trochę oderwana od rzeczywistości xD
Niektórzy piszą, że nie do końca wszystko ogarniają, ale właśnie dlatego nie ruszam od razu z większą akcją. Jeśli ktoś na taką czeka, to coś mocniejszego planuję dopiero na 7-8 rozdział. A jeśli chodzi o agencję i coś więcej o wspomnianym już sojuszu, to chyba do końca wyjaśnię to w szóstym rozdziale. A jakby mimo wszystko ktoś miał jakieś pytania, to można pisać albo w komentarzach, albo na moje gg (jest po lewej).
Dobra, koniec tych wywodów xD Dodam jeszcze tylko, że zaraz postaram się dodać streszczenie do kilkunastu pierwszych rozdziałów "pamiętnika" a potem wbijam do tych, którzy nie dostali jeszcze ode mnie komentarzy :D 

25 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Masz rację, jest nieco chaotycznie i dużo rzeczy nie zrozumiałam, ale rozdział mi się podoba! Przepraszam z góry, że komentarz będzie krótki, ale mam jeszcze od groma rzeczy do zrobienia.. a raczej nauczenia ;--;
      Cameron potrafi być niespotykanie brutalny, lecz czego innego się po nim spodziewać? Chris zdobył moje serce. Mały chłopczyk w swoim żywiole, jak miło♥
      Nie tylko mnie wydaje się, że 'zawał' i te morderstwa są powiązane. Idealne zadanie dla Agencji.
      I zgadzam się. Mają problem. Duży problem.
      Czekam na nn <3 I nie ukrywam, że chętnie poczytałabym coś więcej ze strony Camerona :)

      L x

      Usuń
  2. Tu będę JA!
    Co do mojej nieobecności... no cóż. Mam ostatnio kryzys pisarski, brak weny, otwieram notatnik i dupa ;___; Ale może dziś pójdzie mi lepiej... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łłłłoooo... Jaki długi rozdział - zazdroszczę :D <3
      Troszkę mi przeszkadzało brak akapitów... wszędzie :(
      Cameron... cóż, mimo iż ma taki charakter, porywaczy, jest brytalny itp. to i tak nie stracił u mnie sympatii, lubię go :D Było troszkę mało akcji? Chyba? Zamawiam dużooo akcji w następnej i może jakiś czułości? Naszej prary :D <3
      Ciekawa sprawa z tymi morderstwami, jestem ciekawa jak to się potoczy dalej <3 :***

      WENYYYYY :*:*:*:*:*:*:*:*:*

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wybacz moje potworne opóźnienie :c Nie zapomniałam o Tobie, broń Boże! Wreszcie znalazłam czas :D Już zabieram się za czytanie :*
      Kurcze jak fajnie czyta się wszystko opisywane ze strony Camerona. FACETA! Uwielbiam czytać takie rzeczy <3 Może i się powtarzam, ale ja wciąż nie wierzę, że on ma 40 xd Zachowuje się jak bad ass 25 XD Wiem, wiem, powtarzam się, uświadamiam to sobie, ale no taka jest prawda! Stwierdzam fakty :D Strasznie mi się to podoba <3 Ten facet jest nieziemski :D a ten tekst ,,Osobiście mam wielką nadzieję, że Bradley nie zechce współpracować. To będzie dużo bardziej interesujące." Powalił mnie na kolana xd
      Nie sądziłam, że w agencji zdarzają się zdrajcy, ale biada mu, że trafił w ręce Camerona. On od początku był tym złym xd
      Czy ja dobrze zrozumiałam, że kolega Camerona potnie ofiarę piłą łańcuchową i wsadzi do worka na śmieci? XD A mówili, szanuj zmarłych XD
      Och coś przeczuwam, że Biała Dama dobiera się do córki Camerona. Wyczuwam jakąś ostrą jatkę <3 Poza tym dowiedziałam się co nie co o przeszłości głównych bohaterów :D No Eva zbyt kolorowego życia nie miała. Ciężka sprawa :D
      Czekam na następny rozdział :* Przepraszam jeszcze raz za moją nieobecność :c Życzę weny i pozdrawiam :*

      Usuń
  4. świetny już się nie mogę doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem najlepsza w dawaniu rad itp. ale dla ciebie jedną mam - sama się do niej stosuję. Nie raz zdarzało mi się, że pisanie było dla mnie ciężkie, a nawet było przymusem. Jednak pisz. Nie musisz publikować, po prostu pisz. Sama dla siebie, codziennie, nawet jakbyś czuła, że wychodzi źle. Nawet w te cięższe dni zmuś się do napisania choćby jednej strony - niekoniecznie musi to być powiązane z tym opowiadaniem. Chodzi tylko o to żeby pisać, żeby tworzyć i rozkręcać wyobraźnię. :)
    Przejdę do rzeczy: naprawdę fajnie i inaczej czyta się z perspektywy Camerona. Jest trochę chaotyczności, ale da się to poskładać i zrozumieć, więc nie jest źle. Przy okazji, brutal z niego. Nie ma co - lubię to :)
    Uuu.. spoiler o Białej Damie? :D Oderwana od rzeczywistości, czyli walnięta? Bez piątej (czy szóstej? nie wiem jak to idzie.. xD) klepki? :D
    Co do konkretnej akcji, to wiadomo, że nie można wszystkiego od razu rozkręcić. To byłoby zbyt piękne :)
    Z chęcią przeczytam streszczenie "Pamiętnika", więc staraj się, staraj żeby coś dodać ;)
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam co prawda weny na komentowanie, ale jak nie zrobię tego zaraz po przeczytaniu rozdzaiału, to potem zapomnę, że mam tu wpaść i skomentować! :D
    Fajnie, że rozdział teraz z perspektywy Cama. Przydaje się dodanie co nieco męskiej narracji.
    Podoba mi się ukazanie kontrastu charakteru Cama w tym rozdziale. Najpierw jest fragment, w którym Cameron przesłuchuje zdrajcę i napawa się jego bólem. Muszę przyznać, że zawsze w takich momentach odpycha mnie takie zachowanie danej osoby i tym razem nie było inaczej. Rozumiem, że Bradley jest zdrajcą i rozumiem, że Cam ma zakodowane w głowie zachowanie drapieżnika. Ale jednak uważam, że powinni zachowywać się bardziej humanitarnie. Jak chcą go zabić, niech go zabijają, ale tortury są okrutne. No chyba, że to byłyby tortury Marshalla XD
    Z drugiej strony pokazałaś sytuację, w której Camowi włączają się uczucia. Oglądając scenę morderstwa całej rodziny, jest zbulwersowany, że zabito także dzieci. To jest właśnie to co w nim lubię chyba najbardziej: że ma wielki sentyment do dzieci!
    No nie... Tylko niech nic nie stanie się Isobell. ALe nie powinnam się chyba za bardzo martwić, bo to dzielna dziewczyna i ma waleczną rodzinę!
    Biała Dama... A mi się podoba ten pseudonim! :D
    Pozdrawiam! Życzę mnóstwo weny i chęci do pisania! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mi szkoda było tego szpiega. Cameron ostro z nim postąpił, ale chociaż wydobył z jego umysłu ksywkę babki, która ich śledzi. W ogóle ciekawe, czego ona chce od jego córki. Może to zdjęcie w samochodzie to też sprawka tej babki. I ciekawe, jaki problem miał na myśli Xander. Może Cameron powinien jakoś poinformować córkę, żeby na siebie uważała, bo w sumie nie wiadomo, kim jest ta kobieta i do czego jest zdolna.
    Masakra... morderstwo całej rodziny. Biedny chłopiec, grał sobie spokojnie, a tu nagle BUM, ktoś wpadł ich zabić. Aż nie chcę sobie tego wyobrażać, koszmar jakiś. Pewnie zawał tamtej dziewczyny to nie był przypadek, bo to aż dziwne, że 16 umiera na zwał. Swoją drogą ciekawe, czemu ktoś nie wymyślił jakiegoś bardziej prawdopodobnego powodu. W sumie chyba zabójcy nie zależało aż tak bardzo na dyskrecji, skoro nie pozbył się w żaden sposób ciał. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, kochana :*
    Cameron potrafi być niezmiernie brutalny. Co prawda rozumiem, że był to szpieg i tak dalej, ale czy od razu trzeba wszystko załatwiać siłą? W ich świecie pewnie tak :) Ale chociaż za scenami takimi w filmach nie przepadam to muszę przyznać, że czytało mi się to bardzo miło. Aż zaskakująco miło, patrząc na rozlew krwi, który się z tym wiąże :*
    Kim jest ta Biała Dama? Zaciekawiłaś mnie tym i już nie mogę się doczekać, by dowiedzieć czegoś więcej.
    Podoba mi się również, że dodałaś na końcu tą scenę masowego morderstwa. Dobrze wiedzieć, że Cameron mimo wszystko nie jest taki bezduszny jak na początku można, by się było spodziewać. I chociaż sam nie do końca się przyznaje to wiem, że śmierć tych dzieci nim wstrząsnęła - a przynajmniej mam taką nadzieje !
    Cam był wcześniej z mamą Evy? Troszkę dziwne muszę przyznać i nie wiem jak bym zareagowała, gdybym była na jej miejscu. Jestem jednak strasznie ciekawa czy ona wie..
    No i oczywiście nie mogę się doczekać większej ilości informacji na temat mężczyzny ze zdjęcia! :) Czyżby był zaangażowany w morderstwo ?
    Ściskam ! :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Odrobinę dziwny i chaotyczny rozdział. Rozumiem, że umysł Camerona może być nieco zakręcony, ale naprawdę musiałam się mocno skupić, aby ogarnąć co się dzieje.
    Scena tortur jakoś nie bardzo mnie poruszyła. Poza wątkiem tego, że Cameron, dostał się do głowy Bradleya, scena przypominała typową scenę z filmu akcji, pewnie dlatego. :)
    Nie jestem zbyt wrażliwa na takie momenty, dlatego też nie uważam Camerona za jakieś super zło.
    Zaciekawiła mnie postać Białej Damy. Nikt bez przyczyny nie ukrywa się pod pseudonimem i nie wysyła szpiega na teren wroga. Tu musi kroic się coś wielkiego. Wydaje mi się, ze stanowi prawdziwe zagrożenie dla rodziny Camerona, ale mogę - i chcę (ale jednocześnie nie chcę) - aby tak nie było.
    Morderstwo tej rodziny, ukazało Camerona w zupełnie innym świetle. Doskonale zastosowałaś tu kontrast, bo z jednej strony, na początku rozdziału mamy go jako bezwzględnego zabójcę, a potem jednak pojawiają się jego uczucia. Podobało mi się to.
    Najbardziej ze wszystkiego zaintrygowało mnie zdjęcie pozostawione w samochodzie Camerona. Co się stało? Albo już jestem niekumata, albo naprawdę nie wiem xD W każdym razie wydźwięk tej sytuacji był bardzo niepokojący. Czyżby Isy groziło niebezpieczeństwo?
    Wybacz mi, że ten komentarz jest jakiś taki słaby, postanawiam poprawę w kolejnym :')
    Życzę weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinnaś mnie ukatrupić. Rozdział dodany tydzień temu. Przeze mnie przeczytany. A komentarz gdzie? W niebycie. Odpoczywa. I mu się nie spieszy, ale go pogoniłam. ;D
    Powiem ci szczerze, że Cameron w tym rozdziale mnie odrobinkę przeraził. Zdaję sobie sprawę, że nie jest on normalnym człowiekiem, a mutantem, który ma o wiele większe żądze zemsty i krwi niż człowiek. Mimo to... Ten facet został wynajęty do śledzenia ich. Nie stał bezpośrednio za jakimś niecnym planem. A oni się go pozbyli. Tak po prostu bez żadnych wyrzutów sumienie. Tylko, że z drugiej strony zachowali się tak, jak powinni, jeśli chcą przetrwać w tym świecie. Gdyby go puścili, wyszliby na słabych. Gdyby pozwolili mu żyć, pewnie by to przepłacili swoim życiem. Więc wychodzi na to, że czepiam się szczegółów. ;)
    Jestem bardzo ciekawa, co morderstwo ma wspólnego z nimi. Bo niewątpliwie coś w tej sprawie śmierdzi na kilometr (i nie, nie są to zwłoki). Cameron przejął się śmiercią małych, niewinnych dzieci. I to właśnie sprawia, że nie widzę go jako brutalnego przestępcę. Bo on ma bardzo dobre, kochające i współczujące serce. ;)
    Oni naprawdę są jak uwięzieni w przeszłości. Ciągłe wspomnienia przewijają się przez rozdziały. I jest to naprawdę ciekawy zabieg, bo dużo może się o chłopakach (ale nie tylko) dowiedzieć. ;)
    O co chodzi z tym zdjęciem Isy? Zaczynam się bać, że coś jej grozi. Tylko kto i dlaczego za tym stoi? Jaki ma cel w braniu na celownik Isy? Niewątpliwie trzyma w ten sposób Camerona w garści. Ale dlaczego?
    Coś czuję, że będzie się działo. I nie wiem, czy jestem nienormalna, ale czuję niezdrowy dreszczyk emocji. ;D Czekam na więcej! I życzę całego wszechświata weny! ;D
    Całuję! ;**

    OdpowiedzUsuń
  11. "krzywdzi" a nie czasami krzywi, chodzi mi o fragment gdzie jest wzmianka o nazywaniu faceta Piotrusiem Panem.

    Czy to naprawdę takie dziwne, że ktoś kontaktuje, ze mu strzelają po kolanach? Myślę, że taki strzał to tak ogromny ból, że nawet umarłego by obudził i ze śródpiekieł do świata żywych sprowadził.

    Cam to taki trochę kat i sadysta, ale na swój sposób jako postać jest fajny i doceniam to jak bardzo troszczy się o rodzinę.

    Nadal mnie trochę męczy to ciągłe dopowiadanie przeszłości, ale ja już tak mam, że mnie takie coś męczy, więc u siebie byłem zmuszony przez to nawet Otchłań rozegrać inaczej by nie było tak częstych powrotów do tego co było, chyba, że powroty te są ważne dla jakiegoś wątku. U ciebie większość rozdziału to tłumaczenie przeszłości, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

    Motyw śmierci w tym fajnym, urokliwym i rodzinnym domku nieco przerażający, ale nie znałem tamtych ludzi, nie zżyłem się z nimi, więc to - brak więzi - czyni umieranie dopuszczalnym.

    Dziwne, że matka Cama chciała się pozbyć dzieci, a jeszcze dziwniejsze, że jej się to nie udało, przecież jest kilka sposobów - zabić, porzucić, oddać, usunąć... mogła wybrać według uznania. Nie bym popierał takie wybory, ale trudno mi sobie wyobrazić, jak można chcieć się pozbyć dziecka, próbować to zrobić i to na tyle nieudolnie, że to dziecko wciąż jest.

    Ciekawy motyw fotografii. Czyżby ktoś porwał mu córeczkę.

    Zapraszam do siebie, za niedługo będzie piąta część, a przynajmniej mam nadzieję, że w końcu uda mi się opublikować:
    otchlan-szarosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie aż tak bardzo ten chaos nie był widoczny, ale przyznaję, że nieco się pogubiłam kim jest Cameron, z kim się prowadza i co znaczy w Agencji. Ale spokojnie, na pewno ogarnę wszystkich bohaterów wraz z rozkręcaniem się akcji.
    Muszę przyznać, że pierwsza scena choć makabryczna, nieco mnie śmieszyła. Ta radość Camerona i Chrisa, że można się nad kimś poznęcać - rozbawiło mnie to. Przypomina mi to trochę postać Sherlocka Holmesa, który też jest podobnie ekscentryczny i cieszy się z kolejnych zabójstw dostarczających mu zagadek do rozwiązania. Największym pytaniem po tym rozdziale jest dla mnie natomiast to, czy trzy sprawy poruszone w tej części (Biała Dama, zabójstwo rodziny Hansonów oraz prawdopodobne porwanie Iso) jakoś się ze sobą łączą? I przyznam, że zaciekawił mnie każdy z tych trzech wątków. Mam nadzieję, że Cam jednak powróci do sprawy Hansonów, choć przypuszczam, że jednak będzie chciał się całkowicie skupić na odnalezieniu córki.
    Zapraszam też do siebie na czwarty rozdział http://wbrew-rozsadkowi.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nareszcie jestem... Niestety mój komentarz nie będzie należał do najdłuższych.
    Rozdział podoba mi się. Zresztą poznałam bliżej kolejnego bohatera tej historii. Cameron jest intrygujący. W sumie nie on jeden, bo każdy u Ciebie ma w sobie coś przyciągającego, Czekam tylko na moment, w którym przestanę gubić się w rozróżnieniu kto jest kim. Dosyć sporo imion przewija się jedynie przez ten rozdział i przyznaję, że w połowie zaczęłam pod tym względem czuć zagubienie. Myślę jednak, że z czasem, im bliżej ich poznam, tym będzie lepiej. Wracając jednak do Camerona - jego zdolność jest dosyć przerażająca. Osobiście nie chciałabym mieć z nim do czynienia, a przynajmniej należeć do jego wrogów... Zastanawia mnie ta akcja z końca rozdziału. Czy to zbiorowe morderstwo będzie miało wpływ na dalszą akcję? Obecnie nie mam pojęcia. Coś czuję, że to całe zdjęcie córki Camerona odnajdzie jednak swoje rozwinięcie w ciągu dalszym. Cóż - mam na to nadzieję, tym bardziej, że nieźle mnie to zaintrygowało.
    Czekam na ciąg dalszy. Zastanawia mnie, z czyjej perspektywy będzie rozdział 5. Nie pogardziłabym, gdyby był on o kimś, o kim było wcześniej. Czuję potrzebę utrwalenia postaci. Tymczasem pozdrawiam! No i oczywiście weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej kochana! ;*
    Melduję się. Rozdział przeczytany, a komentować będę po kawałku, bo odkryłam, że tak mi łatwiej zebrać myśli xD
    Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się to jak przedstawiasz okolicę. Zauważyłam, że coraz bardziej podciągasz się w opisach! ;) Co prawda zawsze były u ciebie widoczne, ale mam wrażenie, że jest ich coraz więcej i to mi się podoba. Miło zobaczyć to wszystko oczami bohaterów. Chociażby, że skrócili sobie drogę, idąc przez trawę. Lubię takie fragmenty o ile nie jest ich za dużo. A u ciebie - świetnie ;)
    "Nie lubię ich zabijać, kiedy patrzą mi w oczy i nie mogą się bronić" - to zabrzmiało tak jakby mówił o swoich ofiarach bezosobowo.... Nie chodzi mi o to, że gdzieś tu jest błąd, bo nie ma, tylko konstrukcja mnie trochę przeraziła;D To "ich zabijać" sugeruje, że dla Camerona takie sytuacje nie są rzadkością, że to norma i jest do nich przyzwyczajony. Aż mnie ciary przeszły! Choć wiem, do czego jest zdolny.
    Dalej... fragment z Chrisem i tymi siekierami, piłami i tak dalej. Jezu, po co mu to! Nawet nie chcę myśleć, co tam się będzie działo. Nie rozumiem czemu nie mogą zabić go tak po prostu. Strzelić kulkę w łeb i tyle. Yhy, no ja też teraz na niezłego potwora wychodzę, ale dobra;D Po co te tortury!
    No i moje komentowanie po fragmentach szlag trafił, bo jak przeczytałam: morderstwo, to mi się oczka zaświeciły i przeczytałam do końca. W każdym razie doskonale wiesz jak ja na takie fragmenty reaguję i jak kocham takie wątki. Kocham jak cholera! Dlatego jestem niezmiernie szczęśliwa, że mogę u ciebie coś takiego czytać i że wplotłaś w fabułę motyw kryminalny :D W sumie... u ciebie wszystko jest takie sensacyjno-kryminalne, ale ten rozdział chyba szczególnie. Sam fakt, że Cam chodził po tym mieszkaniu, wszystko oglądał, myślał nad tymi morderstwami i sposobem ich wykonania.... mój świat:D Bardzo dobrze mi się o tym czytało. Nawet jeżeli denatami były dzieci. Przykre, ale... mnie się podoba ;D I na koniec to wplecenie zdjęcia i Isy, a potem tajemniczy telefon... no czego chcieć więcej?:D Bardzo niecierpliwie czekam na kolejny rozdział, bo moim zdaniem akcja już jest, a będzie tylko lepiej! I nawet jeśli nie mamy aktualnie strzelanin, dochodzeń, strachu i tego typu rzeczy to i tak jest cholernie ciekawie, bo każdym rozdziałem dajesz nam coś nowego. Nowe tajemnice i wiadomości. A ja uwielbiam powolne wprowadzanie we właściwą akcję.

    Pozdrawiam! ;**
    I trzymam kciuki Kocie, żeby wena do ciebie wróciła. Może odetchnij chwilę, przemyśl, co chcesz dalej robić, napisz kilka rozdziałów do przodu, żeby wszystko w miarę sobie ułożyć i będzie dobrze. Musi! Bo ja tu czekam! :D <333

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja sadystyczna pustka na duszy została zapełniona, przez twojego kochanego Cama. Nadal za gościem szczególnie nie przepadam, ale podobało mi się jak się rozprawiał z tym gościem. Czy to znaczy, że jestem nienormalna? Jest ze mną coś nie tak? Pewnie jest, ale nie żałuję, że jestem żądna krwi w blogowych opowiadaniach, bo kocham jak coś wzbudza we mnie skrajność emocji, a Cam choć nie należy tutaj do grona moich ulubionych bohaterów, to jest takim zlepkiem sprzeczności i zbiorowiskiem różnych emocji, że... dziwi mnie tylko, że z takiego drania i sadysty aż taki pantofel, co tak tylko patrzy by tej swojej młodej narzeczonej nie urazić. Ja nie mówię, że ma ją okładać, ale czasami tak to przedstawiasz jakby on się jej bał - nie bał jej odejścia, opuszczenia przez nią, a jej, autentycznie jej, jakby ona miała jakieś szanse z nim w ogóle. Przecież wiadomo, że mimo treningów itd, to nie dałaby rady mu dokopać, prawda?
    Wymordowana rodzinka - ciekawe jaki miała z tym wszystkim związek, bo wątpię by była jakimiś mutantami, jakby była to zapewne by się broniła. Nie dziwię się, że Camowi było szkoda dzieciaków. Inaczej jest jak umiera niewinny nieznany, a winny zwyrodnialec. Mnie samej się łezka w oku kręci jak słyszę np o przywiązanym do samochodu psie, którego ciągnięto tak długo aż urwano mu głowę, a jak powiesili pedofila w celi, to się ukradkiem nawet uśmiecham - człowiek człowiekowi nie jest równy.
    Ciekawe jak pociągniesz ten wątek fotografii Isobel, czyżby została porwana? Cam się tak mocno zajął sprawami innych, że zapomniał by chronić własną rodzinę?

    Pozdrawiam:
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobra, już wszystko zaczynam powoli ogarniać… –,– Okej, przyznaję, nie wszystko, ale zaczynam ogarniać co tu się dzieje i jestem z tego dumna ^^
    Łoł, Cam jest taki… taki… brutal. Aż mnie ciary przechodzą jak widzę jego imię. Nie no poważnie, ja lubię takich bohaterów, którzy są twardzi, niewzruszenie, a przy tym mają broń, ale Cameron poważnie mnie przeraża. Cały czas mam wrażenie, że chce wyciągnąć pistolet i strzelić w łeb każdemu, kogo twarz mu się nie spodoba. Bez ogródek: nie chciałabym go spotkać na ulicy.
    Domein mnie bawi. „Dzwonili do mnie z Agencji, że znaleźli jakieś trupy, a to niedaleko nas i chcą, żebym przyjechał. Tyle, że ja właśnie jestem u kosmetyczki, a potem mam umówionego masażystę i nie bardzo mam jak się urwać.” Rozwalił mnie tym tekstem tak, że zakrztusiłam się kawą (zanotować: nigdy nie pić gorących płynów, gdy czytam twojego bloga). Jestem takim przeciwieństwem Cama… Ach, ach.
    Ciekawe jak to morderstwo będzie się włączało do całej historii, bo mam silne przeczucie, że to ważna sprawa, a Cam kapkę ją z początku zbagatelizował. :P Może też stoi za tym Biała Dama… Hihi. Nie, nie nabijam się, tylko po prostu jedną moją koleżankę tak przezywają i cały czas staje mi przed oczami jej obraz. Chuda, żylasta i blada. Cóż, to nie ideał, przywódczyni szajki gangsterów…
    Wspomnienia o matce Camerona trochę zasmuciły mnie. Jak na talerzu było witać, że nie chciała ich. To pewnie trochę dlatego jest taki jaki jest (wszyscy oni są). Zapewne, gdyby matka się ich nie wyrzekła może byliby innymi ludźmi. :<
    Czekam niecierpliwie na kolejny i życzę ci dużo, dużo weny!
    Pozdrawiam, Alessa :*
    we-die-through-the-whole-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosz, miało być na *tacy, a nie talerzu =^.^= Ja to coś zawsze muszę przekręcić...

      Usuń
  17. Hejo kochana ! :3
    To chyba pierwszy raz, kiedy nie wiem, co napisać xD
    Rozdział jak zawsze mi się podobał był ciekawy (szkoda tylko, że oczy same mi się zamykają...).
    Czytając scenkę, kiedy bohater strzelał w tego faceta (mam słabą pamięć do imion) przypomniała mi się lekcja chemii,kiedy to moi koledzy poszatkowali (nożyczkami) biedną biedronkę. Mordercy!!!
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem jestem! Wreszcie i nareszcie :) Już mogę czytać i komentować, mam nadzieję,że na bieżąco :) Komki do poprzednich rozdziałów pominęłam, wybacz, bo czytałam na niezalogowanym koncie. Ale tu już opinię zostawiam. Lubię czytać rozdziały z perspektywy Cmerona, chyba są najbardziej interesujące...tak myślę. Lubię go to może dlatego :D Jestem w szoku co do opisów, serio gratulacje, bo wcześniej, tak długich i szczegółowych u ciebie nie było.Co do Camerona... to jest gość! Troche brutalny, ale jak trzeba to trzeba ;] Jest późno i wybacz za mało szczegółowy kom, następnym razem bardziej się postaram :) Życzę weny i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Hey!
    Jestem w końcu i u Ciebie.
    Na początek powiem, że brakuje mi akapitów. :( Niestety, łatwiej się czyta, kiedy są.
    "skierowany z w stronę mojej córki." - fragment z samego końca rozdziału ;)
    Choć lubię ciekawych i nieco okropnych bohaterów, którzy potrafią zabić bez litości lub torturować, to tutaj jakoś nie polubiłam Cama. Trochę pogubiłam się, co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości i jakie miał dzieciństwo, dlatego też nie do końca potrafię zrozumieć jego charakter, bo w końcu przeszłość i przeżycia ma wpływ na to, jaki człowiek jest teraz. Brakuje mi tutaj powodów, dla którego Cam jest taki okrutny wobec Bradley. Rozumiem, szpieg i w ogóle, ale dla mnie to nie jest wystarczający powód, aby skazywać go na Chrisa (nie żebym od razu Chrisa kojarzyła z moim Chrisem z opowiadania, gdzie jest całkowitym przeciwieństwem do Twojego Chrisa, pisze chaotycznie aigoo...). Ten fragment z nożami, siekierą i piłą skojarzył mi się z Teksańską masakrą piłą mechaniczną i powiem tak: trzy razy nie. Co innego gdyby Bradley był mordercą, pedofilem czy złodziejem. Wtedy bym się zgodziła, aby tak zabijał, ale zwykłego szpiega. Dlatego nie przepadam za Camem, ani za Chrisem, który raczej wyszedł tutaj na jakiegoś mutanta, potwora czy nawet jednego członka ISIS... Nie, to zbyt straszne. I nawet nie przekonała mnie scena, gdzie Cam był wzburzony tym, że ktoś zabił niewinne dzieci. Jakoś nie odczułam tego, ale daję dla niego mały, mini, micro plusik XD póki co dalej za nim nie przepadam, jest taki...dziwny i zdecydowanie nie w moim typie ulubionych bohaterów XD
    Jeszcze nie potrafię połapać się, kto jest kim, kto jakie z kim ma relacje, co ich łączy, ale to pewnie kwestia czasu. Inni wiedzą o Marshallu, ja dalej nie potrafię załapać xD
    I nie wiem dlaczego śmieszy wszystkich to pseudonim "Biała Dama". Dla mnie to śmieszne tylko nawet fajne! Tak magicznie, a ja kocham magię!!! No i w końcu chciałabym wiedzieć kim oni wszyscy z tej agencji są tak dokładnie. Piszesz o mutantach, ale nie wiem do końca, co wchodzi w to słowo mutant. Wiem, że mają jakieś moce, ale no...dalej nie wiem xD przez to czasem myślę, że to wampiry...
    Wybacz za mój nieco chaotyczny komentarz. Ja to nieraz mam tysiąc myśli na sekundę i za nic nie potrafię normalnie poskładać tego, co chcę napisać.
    Jeśli mi się uda (jeśli wróci mi wifi T.T) to wieczorkiem spróbuje przeczytać nowy rozdział, bo teraz muszę iść na radkę z matmą... T.T help?

    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozdział bardzo krwawy i drastyczny, jak dla mnie może trochę nawet za bardzo, ale to pewnie dlatego, ze kiedy czytałam to jadłam kanapkę i czułam jak mi się wysztko w żołądku wywraca...
    Zdecydowanie wolę Camerona w innej odsłonie. Póki co żegnam się, bo obowiązki wzywają, mam nadzieje, ze najdę jutro czas i dokończę nadrabianie zaległości u ciebie, pozdrawiam serdecznie, mewa
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż, nie ukrywam, że ten rozdział bardzo ciężko mi się czytało. Lubię, gdy więcej się dzieje, czegoś takiego zajmującego, sama nie wiem jak to wytłumaczyć :/ Niektóre opisy bardzo mnie męczyły, jak to, gdy Cameron znalazł się w domu i wszystko tak dokładnie po kolei opisywał. Już pomału miałam dość, ale jakoś przetrwałam xD
    Trochę nie mogę wkręcić się w fabułę opowiadania. Nie mogę się domyślić tego, o co może chodzić i co może się dziać. Może to dlatego, że wolno się wszystko odbywa? Mam nadzieję, że z biegiem kolejnego więcej się wytłumaczy i dowiem się mniej więcej, czego opowiadanie będzie dotyczyło GŁĘBIEJ. Bo jak na razie to widzę Agencję mutantów, or something like that, ale nadal nie wiem co z czym będzie tutaj podawane. ;x

    OdpowiedzUsuń